SOBOTA
Przedostatnią kolejkę rozgrywek Tyskiej Ligi Szóstek zainaugurował pojedynek trzecioligowców. Zajmujący 5 miejsce Parowóz Zagłady podejmował plasujące się na 8 pozycji Tychy United. Stawka meczu była szczególnie wysoka dla gospodarzy, którzy wciąż zachowywali realne szanse na walkę o awans do 2 ligi.
Spotkanie rozpoczęło się idealnie dla Parowozu. Już w 1 minucie wynik otworzył Krzysztof Kilian, dając swojej drużynie szybkie prowadzenie. Gospodarze od początku narzucili własne warunki gry i konsekwentnie budowali przewagę. W 18 minucie po znakomitym uderzeniu Jakuba Kacprowskiego było już 2:0, a tuż przed przerwą trzeci cios zadał Igor Sobczak, ustalając rezultat pierwszej połowy na 3:0.
Po zmianie stron obraz gry nie uległ większej zmianie. Tychy United, występujący bez zawodników rezerwowych, mieli spore problemy z utrzymaniem odpowiedniego tempa i stworzeniem zagrożenia pod bramką rywali. Parowóz kontrolował przebieg wydarzeń na boisku, nie pozwalając przeciwnikom na rozwinięcie skrzydeł. Choć gospodarzom zdarzały się krótkie momenty przestoju, nie wpłynęło to na końcowy rezultat.
Podobnie jak przed przerwą, Parowóz zdobył jeszcze trzy gole i ostatecznie pewnie zwyciężył 6:0. Dzięki tej wygranej zespół pozostaje w walce o awans do 2 ligi i przed ostatnią kolejką nadal liczy się w grze o czołowe lokaty. Tychy United natomiast spadli z 8 na 9 miejsce w tabeli, pozostając z dorobkiem 5 punktów.
Najlepszym zawodnikiem meczu został Jakub Kacprowski, który był liderem ofensywnych poczynań Parowozu Zagłady i zakończył spotkanie z dwoma trafieniami na koncie.
Problemy kadrowe spowodowane głównie licznymi urazami nie omijają również ekipy Tyskich Browarów. W kolejnym sobotnim spotkaniu gospodarze podejmowali walczący o najwyższe lokaty Hiacynt Tychy, jednak już przed pierwszym gwizdkiem ich sytuacja była bardzo trudna. Browary przystąpiły do meczu bez żadnego zawodnika rezerwowego i w mocno okrojonym składzie, co przy klasie rywala okazało się przeszkodą nie do pokonania.
Od pierwszych minut przewagę na boisku mieli goście, którzy konsekwentnie budowali swoją przewagę i z każdą kolejną akcją potwierdzali, dlaczego należą do ścisłej czołówki pierwszoligowych rozgrywek. Hiacynt prezentował się bardzo pewnie zarówno w ataku, jak i w defensywie, skutecznie wykorzystując problemy kadrowe przeciwnika.
Z biegiem czasu przewaga gości stawała się coraz bardziej widoczna, a kolejne bramki systematycznie przybliżały ich do wysokiego zwycięstwa. Ostatecznie Hiacynt Tychy nie pozostawił rywalom żadnych złudzeń, wygrywając aż 12:1 i dopisując do swojego dorobku niezwykle cenne trzy punkty.
Dzięki kolejnemu zwycięstwu Hiacynt pozostawia swój los wyłącznie we własnych rękach. Jeśli w ostatniej kolejce pokona Dusicieli, zakończy sezon na pozycji wicemistrza rozgrywek.
Dla Tyskich Browarów sobotni wynik ma natomiast bardzo bolesne konsekwencje. Porażka oznacza, że na kolejkę przed końcem sezonu zespół oficjalnie stracił szanse na utrzymanie i został drugim spadkowiczem z 1 ligi po Luz Blues Team.
Najlepszym zawodnikiem meczu został Mateusz Jurny, który zdobył aż pięć bramek i po raz kolejny udowodnił, że jest jednym z najskuteczniejszych egzekutorów w szeregach Hiacyntu Tychy.
O 14:30 rozpoczął się jeden z najciekawszych pojedynków tej kolejki w 3 lidze. Wicelider Orange G podejmował zajmujący 4 miejsce WKS Orzeł Tychy, który przed spotkaniem tracił do wyżej notowanego rywala pięć punktów. Dla gości był to mecz o wszystko – tylko zwycięstwo pozwalało im zachować realne szanse na walkę o awans do 2 ligi.
Od pierwszego gwizdka zawodnicy WKS-u pokazali ogromną determinację i weszli w spotkanie na najwyższych obrotach, wyraźnie zaskakując faworyzowanych gospodarzy. Już w 7 minucie prowadzenie gościom dał Nikodem Chylaszek, który po raz kolejny potwierdził swoją znakomitą dyspozycję strzelecką. Orange G próbowało odpowiedzieć, jednak świetnie zorganizowana defensywa rywali skutecznie neutralizowała ich ataki. Tuż przed przerwą Michał Skowroński podwyższył wynik na 2:0, a WKS schodził do szatni z bardzo komfortową zaliczką.
Po zmianie stron Orange G ruszyło do zdecydowanie odważniejszych ataków. Efekt przyszedł w 30 minucie, gdy kontaktową bramkę zdobył Maksymilian Łoziński. Radość gospodarzy nie trwała jednak długo. Zaledwie minutę później WKS ponownie odskoczył na dwa trafienia za sprawą Nikodema Chylaszka.
Goście nie zamierzali zwalniać tempa. W 36 minucie na listę strzelców wpisał się Jacek Gajda, a wynik 4:1 stawiał Orange G w niezwykle trudnym położeniu. Wicelider rozgrywek pokazał jednak charakter i w 39 minucie błyskawicznie wrócił do meczu. Najpierw trafił Maksymilian Oszek, a chwilę później swojego drugiego gola zdobył Łoziński, zmniejszając straty do jednej bramki.
Końcówka zapowiadała się niezwykle emocjonująco. Na boisku oglądaliśmy walkę o każdy metr murawy i otwartą wymianę ciosów. Tym razem jednak nie był to dzień Orange G. W decydujących minutach gospodarze popełnili kolejne błędy, które bezlitośnie wykorzystali rywale. Najpierw ważnego gola zdobył Paweł Rendak, a następnie hat-tricka skompletował Nikodem Chylaszek, ustalając wynik spotkania na 6:3 dla WKS Orzeł Tychy.
To zwycięstwo ma ogromne znaczenie dla układu tabeli. Orange G straciło już szanse na zajęcie pierwszego miejsca i w ostatniej kolejce będzie musiało skupić się na obronie miejsca na podium premiowanego awansem. WKS Orzeł Tychy dzięki wygranej również pozostaje w grze o czołową trójkę, co zapowiada niezwykle emocjonujący finał sezonu.
Najlepszym zawodnikiem meczu został kapitan i prezes klubu Paweł Rendak, który zdobył niezwykle ważną bramkę w kluczowym momencie spotkania i był jednym z liderów swojej drużyny. Na szczególne wyróżnienie zasłużył również Nikodem Chylaszek, autor hat-tricka i obecnie jeden z najskuteczniejszych zawodników ligi. Napastnik WKS-u ma już na swoim koncie 23 bramki w sezonie, po raz kolejny udowadniając, że jest fundamentem ofensywy swojego zespołu.
Kolejne sobotnie spotkanie, tym razem na szczeblu 3-ligowym, przyniosło kibicom prawdziwy festiwal ofensywnego futbolu. Zajmująca 7 miejsce FC Karolina podejmowała lidera rozgrywek Barber Sport, który zwycięstwem mógł już na kolejkę przed końcem sezonu przypieczętować mistrzostwo ligi.
Choć przed pierwszym gwizdkiem wielu spodziewało się stosunkowo łatwego zadania dla lidera, rzeczywistość okazała się zupełnie inna. Gospodarze od początku postawili bardzo trudne warunki i nie zamierzali oddawać punktów bez walki. Mecz od pierwszych minut był otwarty, szybki i obfitował w sytuacje bramkowe pod obiema bramkami.
Pierwsza połowa była prawdziwą wymianą ciosów. Obie drużyny grały odważnie w ofensywie, a żadna ze stron nie potrafiła wypracować sobie wyraźnej przewagi. Efektem był widowiskowy remis 4:4 do przerwy, który doskonale oddawał przebieg pierwszych 25 minut.
Po zmianie stron lider wrzucił jednak wyższy bieg. W pierwszym kwadransie drugiej połowy Barber Sport zdołał odskoczyć rywalom na dwa trafienia, obejmując prowadzenie 6:4. FC Karolina nie zamierzała się poddawać i do końca walczyła o korzystny rezultat, jednak mimo kolejnych bramek nie była już w stanie odrobić strat.
Ostatecznie po niezwykle emocjonującym widowisku Barber Sport zwyciężył 8:6 i tym samym zapewnił sobie mistrzostwo 3 ligi jeszcze przed ostatnią kolejką sezonu. To ukoronowanie znakomitych rozgrywek w wykonaniu lidera, który przez cały sezon imponował skutecznością i regularnością.
Dla FC Karoliny porażka nie miała już większych konsekwencji w tabeli. Zespół pozostaje na 7 pozycji i jest już pewny utrzymania swojego miejsca w stawce.
Najlepszym zawodnikiem meczu został Jakub Burczyński, autor aż 4 bramek i 2 asyst. Lider ofensywy Barber Sport po raz kolejny był nie do zatrzymania dla rywali, a jego dorobek 34 goli w sezonie sprawia, że pozostaje zdecydowanym liderem klasyfikacji strzelców i jednym z głównych architektów mistrzowskiego sezonu swojej drużyny.
Kolejne spotkanie 2 ligi pomiędzy Czarnym Bazylem a FC Zmieszanymi ostatecznie nie doszło do skutku. Gospodarze z powodu problemów kadrowych nie byli w stanie przystąpić do meczu i zmuszeni byli oddać spotkanie walkowerem.
Zgodnie z regulaminem oznacza to zwycięstwo FC Zmieszanych 5:0 oraz odjęcie jednego punktu z dorobku Czarnego Bazyla. Dla gości są to niezwykle cenne trzy punkty, które sprawiają, że przed ostatnią kolejką sezonu zrównali się punktami z liderującą La Zabawą Tychy.
Tym samym wszystko wskazuje na to, że o mistrzostwie 2 ligi zadecyduje bezpośrednie starcie obu zespołów w ostatniej serii gier. FC Zmieszani i La Zabawa przystąpią do tego pojedynku z identycznym dorobkiem punktowym, co zapowiada prawdziwy hit kończący sezon i bezpośrednią walkę o końcowy triumf w rozgrywkach.
Dla Czarnego Bazyla konsekwencje walkowera są bardzo bolesne nie tylko ze względu na utratę punktu. Spadek dorobku punktowego sprawił, że zespół stracił również 4. miejsce w tabeli na rzecz Las Palmass, które dzięki swojemu zwycięstwu wyprzedziło rywali o dwa punkty. Ostatnia kolejka będzie więc dla Bazyla okazją do walki o odzyskanie utraconej lokaty, podczas gdy FC Zmieszani staną przed szansą zwieńczenia znakomitego sezonu mistrzowskim tytułem.
O 17:30 rozpoczął się niezwykle ważny pojedynek w kontekście walki o utrzymanie w 2 lidze. Naprzeciw siebie stanęły zespoły Tankowni Tychy oraz Unknown Team. Dodatkowym utrudnieniem dla obu ekip były warunki atmosferyczne – spotkanie rozgrywano w potężnej ulewie, która znacząco wpływała na komfort gry. Mimo to kibice nie mogli narzekać na brak emocji i bramek.
Pierwsza połowa nie zapowiadała jednak tak dużych emocji. Gospodarze, mimo gry bez zawodników rezerwowych, prezentowali się bardzo dobrze. Tankownia cierpliwie budowała swoje akcje, świetnie operowała piłką i bezlitośnie wykorzystywała błędy defensywy rywali. Efektem była bardzo wysoka zaliczka wypracowana jeszcze przed przerwą – aż 5:0.
Po zmianie stron obraz spotkania zaczął się jednak zmieniać. Już w pierwszej minucie drugiej połowy sygnał do odrabiania strat dał Łukasz Mrówka, zdobywając bramkę na 5:1. Gospodarze szybko odpowiedzieli trafieniem Wojciecha Pokrzywińskiego, ale z każdą kolejną minutą coraz wyraźniej odczuwali trudy gry bez zmian.
Unknown Team przejął inicjatywę i coraz częściej zamykał rywali na ich połowie. W 31 minucie trafił Patryk Kowalczuk, a chwilę później dwa gole dołożył Bartosz Papacz, dzięki czemu przewaga Tankowni stopniała do zaledwie dwóch bramek. Wynik 6:4 wyraźnie dodał wiary gościom, którzy uwierzyli, że są jeszcze w stanie odwrócić losy spotkania.
Kluczowy moment meczu nastąpił w 43 minucie. Bramkarz Unknown Team, Jacek Filipek, interweniował rękami poza polem karnym, za co obejrzał czerwoną kartkę. Gra w osłabieniu okazała się dla gości zbyt dużym wyzwaniem. Tankownia natychmiast wykorzystała przewagę liczebną, zdobywając dwa kolejne gole i ponownie budując bezpieczny dystans.
W ostatnich sekundach meczu Bartosz Papacz skompletował hat-tricka, ustalając wynik spotkania na 8:5, jednak było to już jedynie trafienie na otarcie łez dla gości.
Dzięki zwycięstwu Tankownia Tychy zapewniła sobie utrzymanie w 2 lidze i może ze spokojem przystąpić do ostatniej kolejki sezonu. Dla Unknown Team porażka ma natomiast bardzo przykre konsekwencje – zespół definitywnie stracił szanse na pozostanie w lidze i został pierwszym oficjalnym spadkowiczem.
Najlepszym zawodnikiem meczu został Wojciech Pokrzywiński, który nie tylko znakomicie wywiązywał się ze swoich obowiązków defensywnych, ale również mocno wspierał ofensywę. Defensor Tankowni zakończył spotkanie z dorobkiem 2 goli i 2 asyst, będąc jedną z kluczowych postaci swojej drużyny w meczu o ogromnym ciężarze gatunkowym.
W równie trudnych warunkach atmosferycznych, przy intensywnych opadach deszczu, przyszło rywalizować zespołom 1 ligi. Wicelider tabeli Centrum Team podejmował walczący o utrzymanie Amsterdam Duet Team, który przed spotkaniem zajmował 9 miejsce i potrzebował punktów, by poprawić swoją sytuację przed decydującą kolejką sezonu.
Pomimo ulewy mecz stał na bardzo wysokim poziomie. Od pierwszych minut nieco lepiej prezentowali się gospodarze, którzy częściej utrzymywali się przy piłce i stworzyli sobie kilka groźnych sytuacji. Na pierwszego gola trzeba było jednak poczekać do 13 minuty, kiedy wynik spotkania otworzył Łukasz Matera.
Stracona bramka wyraźnie pobudziła gości. Amsterdam zaczął grać odważniej i coraz częściej zapuszczał się pod bramkę rywali. W 18 minucie przyniosło to efekt w postaci wyrównującego trafienia Krzysztofa Stańca, który skutecznie wykończył składną akcję swojego zespołu.
Końcówka pierwszej połowy należała jednak do Centrum Team. Tuż przed przerwą na listę strzelców wpisał się Radosław Szafrański, dzięki czemu gospodarze schodzili do szatni z jednobramkowym prowadzeniem.
Po zmianie stron Amsterdam ponownie pokazał charakter. Już na początku drugiej połowy Dawid Błaszczyk doprowadził do stanu 2:2, przywracając swojej drużynie nadzieję na korzystny rezultat. Podobnie jak po pierwszym wyrównaniu, goście nie zdołali jednak utrzymać koncentracji. Centrum szybko wykorzystało moment dekoncentracji rywali, a prowadzenie 3:2 przywrócił Dominik Warmuz.
Gospodarze poszli za ciosem i zaledwie kilka minut później zdobyli kolejną bramkę, budując już dwubramkową przewagę. Amsterdam nie zamierzał się poddawać i do końca walczył o powrót do meczu, jednak w końcówce został bezlitośnie skarcony przez skutecznych rywali. Trzy gole zdobyte w ostatnich pięciu minutach sprawiły, że wynik urósł do rozmiarów zdecydowanego zwycięstwa.
Ostatecznie Centrum Team pokonało Amsterdam Duet Team 7:2, dzięki czemu utrzymało pozycję wicelidera tabeli i nadal może zakończyć sezon na drugim miejscu.
Dla Amsterdamu porażka oznacza, że sytuacja w walce o utrzymanie pozostaje bardzo trudna, choć los wciąż znajduje się w ich rękach. W ostatniej kolejce zespół będzie musiał pokonać Borową Team, jeśli chce zachować pierwszoligowy byt.
Najlepszym zawodnikiem meczu został Dominik Warmuz, który zanotował 2 gole i 2 asysty, będąc kluczową postacią ofensywy Centrum Team i jednym z głównych architektów cennego zwycięstwa swojej drużyny.
Na zakończenie sobotnich zmagań w 1 lidze zmierzyły się zespoły Dusicieli i Borowej Team. Było to spotkanie drużyn walczących o zupełnie odmienne cele. Gospodarze, dzięki ewentualnemu zwycięstwu, mogli pozostać w grze o miejsce na podium, natomiast dla Borowej każdy punkt był na wagę złota w kontekście walki o utrzymanie.
Niestety dla gości już przed pierwszym gwizdkiem sytuacja była bardzo trudna. Borowa Team przystąpiła do meczu w zaledwie pięcioosobowym składzie, bez możliwości przeprowadzenia zmian, co przy wysokim tempie narzuconym przez rywali znacząco ograniczało ich szanse na korzystny rezultat.
Dusiciele od początku kontrolowali przebieg spotkania i konsekwentnie wykorzystywali przewagę liczebną oraz większą świeżość. Goście ambitnie walczyli, jednak nie byli w stanie nawiązać równorzędnej rywalizacji z dobrze dysponowanymi przeciwnikami. Ostatecznie gospodarze sięgnęli po pewne zwycięstwo 7:2, dzięki któremu zachowali szanse na zakończenie sezonu na podium.
Najlepszym zawodnikiem meczu został Maciej Pyka, autor aż 4 bramek. Lider ofensywy Dusicieli po raz kolejny potwierdził swoją znakomitą dyspozycję i zrobił kolejny ważny krok w kierunku zdobycia korony króla strzelców. Na kolejkę przed końcem sezonu ma na swoim koncie 21 goli, co daje mu aż pięć trafień przewagi nad drugim w klasyfikacji Mateuszem Rawickim.
Dla Borowej porażka oznacza, że kwestia utrzymania pozostaje otwarta do samego końca. Za tydzień czeka ich bezpośredni mecz o wszystko z Amsterdam Duet Team i chcąc zachować pierwszoligowy byt, nie będą mogli sobie pozwolić na porażkę.
Dusiciele z kolei w ostatniej kolejce zmierzą się z Hiacyntem Tychy w spotkaniu, którego stawką będzie miejsce na podium kończącego się sezonu
NIEDZIELA
Niedzielne granie rozpoczęło się od pojedynku drużyn z dolnych rejonów tabeli 3 ligi. Zamykająca stawkę FC Skalna podejmowała Wuje Wygorzele, które przed meczem również znajdowały się w dolnej części klasyfikacji i szukały punktów pozwalających poprawić swoją pozycję.
Początek spotkania był dość wyrównany. Obie drużyny starały się grać odważnie, jednak przez pierwszy kwadrans brakowało konkretów pod bramkami. Przełamanie nastąpiło w 14. minucie, kiedy wynik meczu otworzył Mateusz Kozieł, wyprowadzając gości na prowadzenie.
Zaledwie minutę później Wuje poszły za ciosem. Tym razem na listę strzelców wpisał się Mateusz Czypionka, a przewaga gości wzrosła do dwóch trafień. FC Skalna próbowała odpowiedzieć i w 19 minucie zdobyła bramkę kontaktową za sprawą Nikodema Garygi, jednak jeszcze przed przerwą ostatnie słowo należało do rywali. W 20 minucie Adrian Kania podwyższył prowadzenie swojej drużyny, ustalając wynik pierwszej połowy na 3:1.
Po zmianie stron spotkanie wyraźnie się otworzyło. Obie drużyny postawiły na ofensywę, a kibice oglądali sporo sytuacji bramkowych i otwartą wymianę ciosów. Mimo bardziej ofensywnego charakteru gry gospodarze nie byli w stanie odrobić strat z pierwszej połowy. Wuje Wygorzele umiejętnie kontrolowały wypracowaną wcześniej przewagę, odpowiadając na trafienia rywali własnymi golami.
Druga połowa zakończyła się wynikiem 4:3 dla Wujów Wygorzele, co dało im ostatecznie zwycięstwo 7:4 w całym spotkaniu. Dzięki zdobytym trzem punktom zespół awansował na 8 miejsce w tabeli, wyprzedzając Tychy United.
Dla FC Skalnej była to kolejna trudna kolejka w bardzo wymagającym sezonie. Mimo ambitnej postawy i czterech zdobytych bramek gospodarze ponownie musieli uznać wyższość rywala.
O 16:00 do walki z liderem rozgrywek, La Zabawą Tychy, stanęli walczący o utrzymanie FC Specjalni. Gospodarze liczyli na sprawienie niespodzianki i zdobycie punktów niezwykle ważnych w kontekście pozostania w 2 lidze, jednak od początku było jasne, że czeka ich bardzo trudne zadanie.
FC Specjalni próbowali nawiązać walkę z faworytem i przez pierwszą połowę prezentowali się całkiem przyzwoicie. Mimo wyraźnej przewagi lidera potrafili momentami odpowiadać własnymi akcjami, dzięki czemu do przerwy przegrywali „jedynie” 4:1, pozostawiając sobie jeszcze cień nadziei na walkę o korzystniejszy rezultat.
Po zmianie stron obraz spotkania zmienił się jednak diametralnie. La Zabawa wrzuciła zdecydowanie wyższy bieg, a gospodarze nie byli już w stanie dotrzymać kroku rozpędzonemu rywalowi. Gra FC Specjalnych całkowicie się posypała, co bezlitośnie wykorzystywali liderzy rozgrywek. Kolejne akcje kończyły się bramkami, a wynik rósł w błyskawicznym tempie.
Druga połowa zakończyła się wręcz nokautującym rezultatem 13:0, a całe spotkanie wynikiem 17:1 dla La Zabawy Tychy. Był to kolejny pokaz siły zespołu, który przez cały sezon imponuje skutecznością i regularnością.
Dla FC Specjalnych porażka oznacza, że nadal pozostają na 9 miejscu w tabeli i o ligowy byt będą musieli walczyć w ostatniej kolejce sezonu. Przed nimi niezwykle ważne spotkanie, które zdecyduje o ich przyszłości na drugoligowym szczeblu.
La Zabawa natomiast wykonała kolejny krok w stronę mistrzowskiego tytułu. Wszystko wskazuje na to, że losy pierwszego miejsca rozstrzygną się w bezpośrednim starciu z FC Zmieszanymi. Obie drużyny od wielu tygodni idą łeb w łeb, a zwycięzca tego pojedynku sięgnie po mistrzostwo 2 ligi.
Najlepszym zawodnikiem meczu został Mateusz Żytka, który rozegrał kapitalne zawody, notując imponujący dorobek 7 goli i 5 asyst, będąc bezsprzecznie najjaśniejszą postacią niedzielnego widowiska.
Punktualnie o 17:00 rozpoczęło się jedno z najciekawszych spotkań 10 kolejki. Walcząca o utrzymanie KS Olimpia Tychy, zajmująca 8 miejsce w tabeli, podejmowała Tyskich Wirtuozów. Jeszcze dwie kolejki temu goście byli wymieniani w gronie kandydatów do mistrzostwa, jednak dwie kolejne porażki sprawiły, że musieli zweryfikować swoje cele. Aby nie wplątać się w walkę o utrzymanie, potrzebowali zwycięstwa.
Pierwsza połowa nie należała do najbardziej widowiskowych. Oba zespoły podeszły do meczu bardzo odpowiedzialnie, koncentrując się przede wszystkim na grze defensywnej. Sytuacji bramkowych było niewiele, ale goście wykazali się większą skutecznością. Dwukrotnie na listę strzelców wpisał się Kamil Warzecha, dzięki czemu Wirtuozi schodzili na przerwę z prowadzeniem 2:0.
Po zmianie stron sytuacja gospodarzy jeszcze bardziej się skomplikowała. Chwilę po wznowieniu gry swojego trzeciego gola w meczu zdobył ponownie Kamil Warzecha, kompletując hat-tricka i podwyższając prowadzenie na 3:0.
Olimpia odpowiedziała jednak błyskawicznie. W 29 minucie sygnał do odrabiania strat dał Robert Niezgoda, zdobywając bramkę na 3:1. Jak się później okazało, było to jedynie honorowe trafienie gospodarzy.
Zespół Aleksandra Furczyka wyraźnie nie miał swojego dnia, a w ostatnim kwadransie został bezlitośnie wypunktowany przez skutecznych rywali. Szczególnie błyszczał Oliwier Kieloch, który zdobył trzy bramki, kompletując własnego hat-tricka. Wirtuozi dołożyli jeszcze jedno trafienie i ostatecznie zakończyli spotkanie efektownym zwycięstwem 7:1.
Wygrana pozwoliła Tyskim Wirtuozom przełamać serię niepowodzeń, choć nie wpłynęła na ich pozycję w tabeli – nadal zajmują 6 miejsce. KS Olimpia Tychy pozostaje natomiast w strefie zagrożenia i o utrzymanie będzie musiała walczyć w ostatniej kolejce sezonu, kiedy zmierzy się z Luz Blues Team.
Najlepszym zawodnikiem meczu został Oliwier Kieloch, który oprócz hat-tricka zanotował również 2 asysty, mając ogromny udział w przekonującym zwycięstwie swojej drużyny.
O 18:00 rozpoczęło się spotkanie 2 ligi pomiędzy zajmującym 5. miejsce Las Palmass a plasującymi się na 8 pozycji Tyskimi Koneserami. Dla gości był to niezwykle ważny mecz, ponieważ zwycięstwo pozwoliłoby im już praktycznie przypieczętować utrzymanie na drugoligowym szczeblu.
Początek spotkania układał się po myśli Koneserów. Goście odważnie rozpoczęli mecz i w 11 minucie objęli prowadzenie za sprawą Marcina Błaszczoka, który skutecznie wykończył jedną z akcji swojej drużyny.
Dla Las Palmass nie był to wymarzony start. Gospodarze po raz kolejny w tym sezonie mieli problemy z wejściem w mecz i zmuszeni byli gonić wynik. Na szczęście dla nich udało się odpowiedzieć jeszcze przed przerwą. W końcówce pierwszej połowy do wyrównania doprowadził Mateusz Wilkosz, ustalając wynik pierwszej części gry na 1:1.
Po zmianie stron obraz spotkania wyraźnie się zmienił. Gospodarze prezentowali się znacznie lepiej w ofensywie, grali szybciej i konkretniej, a dodatkowo sprawiali wrażenie zespołu lepiej przygotowanego fizycznie. Przewaga Las Palmass z każdą minutą rosła, co znalazło odzwierciedlenie również na tablicy wyników.
Cztery bramki zdobyte po przerwie pozwoliły gospodarzom całkowicie przejąć kontrolę nad wydarzeniami boiskowymi i ostatecznie odnieść pewne zwycięstwo 5:1.
Dzięki wygranej Las Palmass awansowało na 4 miejsce w tabeli, wyprzedzając Czarnego Bazyla. Dla Tyskich Koneserów porażka oznacza utrzymanie 8 pozycji, jednak ich przewaga nad strefą spadkową wynosi tylko jeden punkt, co sprawia, że o ligowy byt będą musieli walczyć do samego końca sezonu.
Najlepszym zawodnikiem meczu został Sebastian Wieczorek. Defensor Las Palmass był pewnym punktem swojej drużyny w grze obronnej, a dodatkowo zaznaczył swoją obecność także pod bramką rywali, kończąc spotkanie z dorobkiem gola i asysty.
W kolejnym spotkaniu 1 ligi zdegradowany już Luz Blues Team podejmował walczących o miejsce na podium The Rats. Faworytem meczu byli goście, którzy wciąż liczą się w walce o czołową trójkę i potrzebowali kompletu punktów, aby zachować swoje szanse przed ostatnią kolejką sezonu.
Początek spotkania przebiegał zgodnie z przewidywaniami. The Rats od pierwszych minut narzucili swoje warunki gry i po kwadransie prowadzili już 2:0. Wynik mógł sugerować jednostronne widowisko, jednak gospodarze wcale nie zamierzali oddawać punktów bez walki. Mimo utraty szans na utrzymanie prezentowali się ambitnie i skutecznie utrudniali życie wyżej notowanemu rywalowi.
Ich determinacja została nagrodzona w 23 minucie, gdy kontaktową bramkę zdobył Krzysztof Kostyra, przywracając nadzieję swojej drużynie. Ostatnie słowo przed przerwą należało jednak do gości. Tuż przed zejściem do szatni Adam Kwidziński podwyższył prowadzenie The Rats na 3:1, dając swojej ekipie nieco większy komfort.
Po zmianie stron gospodarze nadal stawiali twarde warunki i nie pozwalali rywalom spokojnie kontrolować przebiegu spotkania. W 39 minucie zrobiło się naprawdę ciekawie, gdy drugą bramkę dla Luz Blues zdobył Michał Szafarczyk, zmniejszając straty do jednego gola.
To trafienie wyraźnie zmobilizowało jednak gości. Już dwie minuty później odpowiedział Patryk Kobyłko, przywracając The Rats dwubramkową przewagę. W 46 minucie wynik podwyższył jeszcze Marcin Musiolik, praktycznie rozstrzygając losy spotkania.
Luz Blues walczyło do końca i w ostatnich sekundach meczu ponownie trafił Michał Szafarczyk, ustalając rezultat na 5:3.
Dzięki zwycięstwu The Rats pozostają w grze o miejsce na podium i do ostatniej kolejki zachowują szanse na zakończenie sezonu w czołowej trójce. Dla Luz Blues była to kolejna porażka, jednak zespół będzie miał jeszcze jedną okazję, aby zdobyć pierwsze punkty w sezonie. W ostatniej serii spotkań zmierzy się z KS Olimpią Tychy.
Najlepszym zawodnikiem meczu został kapitan The Rats, Marcin Musiolik, który zanotował gola i asystę, a swoją aktywnością i doświadczeniem poprowadził drużynę do niezwykle cennego zwycięstwa.
W przedostatnim niedzielnym meczu naprzeciw siebie stanęły zespoły Czułowianki po Szychcie oraz AKS Myfki. Dla gości było to spotkanie o ogromnym znaczeniu. Po wcześniejszej porażce Orange G z WKS Orzeł Tychy otworzyła się przed nimi szansa na awans na 2. miejsce w tabeli, a zwycięstwo pozwoliłoby zrobić ogromny krok w kierunku przypieczętowania awansu do 2 ligi.
Już od pierwszych minut było jednak widać, że gospodarze nie zamierzają ułatwiać zadania wyżej notowanemu rywalowi. Czułowianka rozpoczęła mecz znakomicie i już w 2 minucie objęła prowadzenie 1:0, zaskakując faworyta bardzo agresywną i odważną grą.
AKS Myfki szybko zareagował. W 8 minucie do wyrównania doprowadził Kamil Staniec, jednak końcówka pierwszej połowy należała już wyłącznie do gospodarzy. Kapitalnie dysponowany Piotr Dyrszka dwukrotnie wpisał się na listę strzelców, dzięki czemu młodzież z Czułowa schodziła na przerwę z prowadzeniem 3:1.
Po zmianie stron goście próbowali wrócić do meczu. Nadzieję na odwrócenie losów spotkania przywrócił Mateusz Stalmach, zdobywając bramkę na początku drugiej połowy. Tego dnia jednak nie sposób było zatrzymać Piotra Dyrszki. Lider ofensywy Czułowianki dołożył kolejne dwa trafienia, kompletując aż cztery gole i wyprowadzając swój zespół na prowadzenie 5:2.
Takiej przewagi gospodarze nie zamierzali już roztrwonić. W końcówce oba zespoły dołożyły jeszcze po jednym trafieniu, a sensacyjny wynik stał się faktem.
Czułowianka po Szychcie pokonała AKS Myfki 6:3, sprawiając jedną z największych niespodzianek kolejki. Wynik ten sprawił, że walka o awans do 2 ligi pozostaje całkowicie otwarta i rozstrzygnie się dopiero w ostatniej serii spotkań, a w grze o promocję nadal pozostają aż cztery zespoły.
Najlepszym zawodnikiem meczu został Piotr Dyrszka, który rozegrał kapitalne zawody. Autor 5 bramek był nieuchwytny dla defensywy rywali i w największym stopniu przyczynił się do niezwykle cennego zwycięstwa swojej drużyny.
Świetne widowisko zakończyło 10 kolejkę 2 ligi. W meczu o ogromnym znaczeniu dla walki o utrzymanie Laga Bonito podejmowała Zjednoczone Emiraty Oświęcimskie. Goście przed pierwszym gwizdkiem tracili do rywali zaledwie dwa punkty, dlatego zwycięstwo mogło diametralnie poprawić ich sytuację przed ostatnią serią spotkań.
Spotkanie rozpoczęło się znakomicie dla gospodarzy, którzy już w 4 minucie objęli prowadzenie po trafieniu Kamila Łankiewicza. Odpowiedź gości była jednak natychmiastowa – zaledwie dwie minuty później do wyrównania doprowadził Marcin Klimeczek. Przez dłuższy czas oglądaliśmy wyrównany pojedynek, lecz kluczowy dla losów meczu okazał się fragment pod koniec pierwszej połowy. W ostatnich ośmiu minutach przed przerwą zawodnicy Lagi Bonito urządzili prawdziwy festiwal skuteczności, zdobywając aż pięć bramek. Rywale odpowiedzieli w tym czasie tylko jednym trafieniem, dlatego do szatni gospodarze schodzili z bardzo komfortowym prowadzeniem 6:2.
Po zmianie stron tempo meczu wyraźnie spadło. Laga Bonito, mając bezpieczną zaliczkę, skupiła się przede wszystkim na kontrolowaniu wydarzeń boiskowych i nie pozwoliła przeciwnikom wrócić do gry. W drugiej połowie oba zespoły dołożyły po jednym trafieniu, a końcowy rezultat 7:3 w pełni odzwierciedlał przewagę gospodarzy.
Dzięki temu zwycięstwu Laga Bonito zapewniła sobie utrzymanie w 2 lidze już na kolejkę przed zakończeniem sezonu. Znacznie trudniejsza jest sytuacja Zjednoczonych Emiratów Oświęcimskich, którzy w ostatniej kolejce będą musieli pokonać FC Specjalnych i jednocześnie liczyć na porażkę Tyskich Koneserów w starciu z AKS Tornado, aby zachować ligowy byt.
Najlepszym zawodnikiem meczu został Dawid Wanot, który popisał się hat-trickiem oraz dołożył asystę, będąc najważniejszą postacią ofensywy zwycięskiego zespołu.

Musimy także wyróżnić zawodników, którzy pokazali się ze świetnej strony:
- Jakub Bronkowski (Hiacynt Tychy)
- Adrian Kania (Wuje Wygorzele)
- Sebastian Wieczorek (Las Palmass)
- Dawid Wanot (Laga Bonito)
- Paweł Rendak (WKS Orzeł Tychy)
- Oliwier Kieloch (Tyscy Wirtuozi)
- Jakub Kacprowski (Parowóz Zagłady)
- Piotr Dyrszka (CzułowiankaPoSzychcie)
- Mateusz Żytka (La Zabawa Tychy)
Serdecznie gratulujemy doskonałych występów, a zawodników drużyny tygodnia, którzy zapisali się na wydarzenie Decathlon Go zapraszamy do odebrania Voucherów do Decathlonu o wartości 50 zł podczas najbliższej kolejki.
Jednocześnie, zgodnie z zapowiedziami, co tydzień losować będziemy 3 osoby zapisane na wydarzenie Decathlon Go, które również otrzymają voucher o wartości 50 zł do Decathlonu. W tym tygodniu zwycięzcami zostają:
- Bartłomiej Sitko
- Olaf Składan
- Dominik Galus
Zwycięzców zapraszamy do kontaktu z organizatorami po odbiór voucherów

