Oszołomy-Tyskie dzbany

Niedzielny pojedynek otwierający dziesiątą kolejkę Tyskiej Ligi Szóstek pomimo ciężkich warunków spowodowanych tropikalnym upałem nie rozczarował. Obie drużyny stawiły się w licznych składach, dzięki czemu spotkanie było prowadzone w szybkim tempie. Początek meczu pod dyktando Tyskich dzbanów, którzy po 15 minutach prowadzili 5:0. Warto wspomnieć, że byliśmy świadkami najszybszego Hat-tricka w tym sezonie. Kuba Kacprowski na zdobycie trzech bramek potrzebował zaledwie dwóch minut. W dalszym etapie spotkania gra się wyraźnie uspokoiła, a do głosu zaczęli dochodzić Oszołomy, efektem czego były dwie szybkie bramki Hyby i Rybickiego. Tuż przed przerwą dali się jednak ponownie zaskoczyć i bramkę do szatni zdobył Kamil Braś. Tym samym ustalając wynik spotkania do przerwy na 6:2. Po przerwie kolejnego gola dołożył Kacper Śmigiel wyprowadzając zespół na pięcio-bramkowe prowadzenie. Wysoki wynik spowodował spore rozluźnienie w szeregach Tyskich dzbanów, co skrzętnie wykorzystali rywale i zniwelowali szybko stratę do zaledwie dwóch bramek. Zwiastowało to fascynującą końcówkę meczu. Na więcej tego popołudnia Oszołomów stać jednak nie było i pomimo ambitnej postawy rywale nie pozwolili im zbliżyć ani razu na odległość mniejszą niż dwie bramki. Oba zespoły dołożyły w końcówce po 3 gole i ostatecznie drużyna Kacpra Śmigla zwyciężyła po bardzo dobrym meczu 10:8.

WKS-Olimpia

 Pierwsza połowa tego spotkania spowodowała, że nie u jednego kibica tego starcia przecierane były oczy ze zdumienia. Faworyzowana Olimpia wyraźnie zaskoczona dobrą postawą rywali nie potrafiła wejść we właściwy rytm, popełniała sporo prostych błędów, nadziewając się raz po raz na szybkie kontrataki. Do przerwy po nadspodziewanie wyrównanym spotkaniu oba zespoły schodziły z wynikiem remisowym 4:4. To była zdecydowanie najlepsza połowa Wybrzeża Klatki Schodowej w tym sezonie. Po zmianie stron obraz gry się nie zmieniał. Wprawdzie Olimpia szybko, bo już po trzech minutach odskoczyła na dwubramkowe prowadzenie, ale to rywale w dalszym ciągu nie odpuszczali na krok czego efektem była walka gol za gol. Taki stan utrzymywał się do 37 minuty kiedy to na tablicy wyników widniał rezultat 8:6. Impas przerwał Mateusz Szczepaniak wyprowadzając po raz pierwszy swój zespół na 3 bramkowe prowadzenie, które mocno ostudziło zapędy rywali. Olimpia mając przeciwnika na deskach zadała jeszcze trzy ciosy i ostatecznie odniosła zasłużone zwycięstwo 12;6.

Hiacynt-From UA

Mecz okrzyknięty mianem spotkania o mistrzostwo absolutnie nie rozczarował. Pierwsza połowa była szalenie wyrównanym pojedynkiem, walka toczyła się o każdy centymetr placu gry. Oba zespoły skupione były przede wszystkim na chronieniu dostępu do własnej bramki, czego efektem była mała ilość klarownych sytuacji. Gdy wydawało się, że oba zespoły zejdą do szatni z wynikiem bezbramkowym, na trzy minuty przed końcem pierwszej połowy znakomitą akcję przeprowadził Hiacynt. Kapitalnym podaniem do Mateusza Jurnego popisał się Jan Janiszewski i to zespół Kuby Janiszewskiego schodził na przerwę z prowadzeniem 1:0. Po zmianie stron obraz gry się nie zmienił. Na boisku trwała zażarta walka. Oba zespoły znakomicie potrafiły się neutralizować. Jednak taki przebieg spotkania nie mógł zadowalać Ukraińców, którzy przecież potrzebowali odrabiać straty. Z biegiem czasu gra stawała się coraz bardziej otwarta, a to co najważniejsze wydarzyło się w ostatnich 7 minutach pojedynku. W 43 minucie spotkania kapitalną okazję na wyrównanie miał Mateusz Michalski, który tylko w sobie znany sposób nie trafił z dwóch metrów do pustej bramki! Stare piłkarskie przysłowie mówi, że nie wykorzystane sytuacje lubią się mścić. Nie inaczej było tutaj. Dwie minuty później kontrę 3 na 2 znakomicie sfinalizował ponownie Jan Janiszewski wyprowadzając swój zespół na dwubramkowe prowadzenie. Parę chwil później ten sam zawodnik trafił po raz kolejny… ale tym razem pechowo do własnej bramki czym wlał nadzieje w serca Ukraińskich zawodników i kibiców. Zespół From UA w końcówce rzucił wszystko na jedną kartę, ale jednak to Hiacynt ponownie zadał cios. W zamieszaniu podbramkowym najprzytomniej zachował się Grzegorz Migdał umieszczając piłkę w siatce. 3:1, półtorej minuty do końca… Wydawało się wszystkim, że tutaj wszystko jest rozstrzygnięte. Nic bardziej mylnego! 20 sekund później Hiacynt po faulu na czerwoną kartkę Jana Janiszewskiego musiał radzić sobie z jednym zawodnikiem mniej co ponownie nakręciło rywali. W 49 minucie spotkania w zamieszaniu podbramkowym faulowany był Roman Shurovskyi. Jedenastkę na bramkę zamienił sam poszkodowany i zrobiło się tylko 3:2. Pomimo szalonych prób w ostatnich sekundach wynik spotkania już się nie zmienił i Hiacynt odniósł szalenie ważne zwycięstwo w kontekście walki o mistrzostwo . W ostatnim meczu to drużyna Kuby Janiszewskiego będzie miała wszystko w swoich rękach… Obu zespołom należą się wielkie gratulacje za stworzenie świetnego widowiska, godnego walki o mistrzostwo Tyskiej Ligi Szóstek.

FC Dallas – Drink Team

Kolejny mecz pomiędzy FC Dallas i Drink Teamem zapowiadał się również bardzo ciekawy, jednak do spotkania tego nie doszło. Z przyczyn braków kadrowych drużyna Adriana Walkowskiego zdecydowała poddać mecz walkowerem nad czym bardzo ubolewamy i mamy nadzieje, że ten przykry incydent drugi raz w tym sezonie już mieć miejsca nie będzie. Na Konto Drink Teamu zatem powędrowały 3 punkty, a zgodnie z regulaminem zespół FC Dallas zostaje ukarany ujemnym jednym punktem. Wynik spotkania 5:0.

Kopacze VS KS Pampeluna

Na zakończenie niedzielnych zmagań starcie zespołów, które pomimo, że sezonu do najbardziej udanych zaliczyć nie mogą to przystąpili do meczu pełni zdeterminowali i głodni wygranej. Mecz od pierwszych minut był ciekawy, obfitujący w wiele sytuacji bramkowych. W pierwszej połowie to jednak Kopacze okazali się być zespołem bardziej konkretniejszym, potrafiącym wykorzystać swoje sytuację i do przerwy za sprawą dwóch bramek Sebastiana Śladkowskiego wygrali do przerwy 2:0. Nie mała w tym zasługa bramkarza Kopaczy, Piotra Giemlika broniącego jak w transie. Na szczególne oklaski zasługuje świetna obrona rzutu karnego. 5 minut po przerwie wynik na 3:0 podwyższył Kamil Mazurek i wydawało się, że to drużyna Mirosława Halka sięgnie pewnie po drugie zwycięstwo w tym sezonie. Pampeluna jednak nie zamierzała odpuszczać i potrzebując zaledwie 3 minut doprowadziła do stanu 3:2. W 43 minucie sytuacje mocno jednak skomplikowała czerwona kartka dla bramkarza Pawła Motlocha, przez którą Pampeluna musiała radzić sobie jednego zawodnika mniej. Ku zaskoczeniu wszystkich nie przeszkodziło im to w zdobyciu wyrównującego gola za sprawą Adama Szewczyka. Ostatnie słowo tego popołudnia należało jednak do Kopaczy. W 48 minucie decydującą bramka dla nich zdobył Jakub Hojarski i ostatecznie to drużyna Mirosława Halka może się cieszyć z kompletu punktów.

Klasycznie musimy także wyróżnić najlepszy zawodników minionej kolejki, a o to oni:

Piotr Giemlik (Kopacze) – świetny występ, wiele doskonałych interwencji

Oleksandr Kovalenko (FROM_UA) – kapitalny występ w obronie

Kacper Śmigiel (Tyskie Dzbany) – 2 bramki oraz 2 asysty

Damian Hyba (Oszołomy) – bramka oraz asysta

Grzegorz Migdał (Hiacynt Tychy) – bramka oraz asysta

Radosław Bielewicz (KS Olimpia Tychy) – 4 bramki oraz asysta

Brawo Panowie!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.