Relacja z 6 kolejki Tyskiej Ligi Szóstek 

SOBOTA

W meczu otwierającym 6 kolejkę 1. ligi Tyskiej Ligi Szóstek beniaminek — AKS Tornado Tychy — stanął przed niezwykle trudnym zadaniem, podejmując lidera tabeli, ekipę Centrum Team. Choć faworytem byli goście, spotkanie zaczęło się od sporej niespodzianki. Już w 3 minucie gospodarze objęli prowadzenie po świetnej, kombinacyjnej akcji zakończonej precyzyjnym strzałem przy słupku autorstwa Mateusza Światłego.

Radość Tornada nie trwała jednak długo — zaledwie dwie minuty później do remisu doprowadził Konrad Jakubczyk, wykorzystując doskonałe podanie Bruno Toporczyka. W pierwszym kwadransie meczu gospodarze grali odważnie i z dużym zaangażowaniem, stawiając liderowi wyrównany opór. Przełom nastąpił w 14 minucie, gdy po szybkim kontrataku Centrum wyszło na prowadzenie 2:1 za sprawą trafienia Konrada Racuta.

Od tego momentu goście zaczęli przejmować pełną kontrolę nad spotkaniem. Uspokojeni prowadzeniem zawodnicy Centrum z minuty na minutę rozkręcali tempo, a w końcówce pierwszej połowy pokazali pełnię swojego potencjału ofensywnego, zdobywając trzy kolejne gole — autorstwa Krzysztofa Kłosa, Mikołaja Kotkowskiego oraz Bruno Toporczyka. Do przerwy lider prowadził już pewnie 5:1.

Druga połowa miała jednostronny przebieg. Tornado nie potrafiło już nawiązać walki, a ich gra zupełnie się posypała. Centrum Team z ogromną łatwością tworzyło kolejne sytuacje bramkowe, bezlitośnie je wykorzystując i powiększając przewagę. W efekcie goście dołożyli aż 10 trafień po przerwie, triumfując ostatecznie 15:1 w niezwykle efektownym stylu.

Pomimo tak wysokiego wyniku, najlepszym zawodnikiem meczu został wybrany bramkarz Centrum Team — Kamil Kiwior, który w pierwszej połowie kilkukrotnie ratował swój zespół przed stratą bramki, a po przerwie popisał się również obroną rzutu karnego.

Centrum Team dzięki tej wygranej utrzymało fotel lidera z minimalną, jednopunktową przewagą nad Amsterdamem Duet Team. Tornado natomiast, mimo dotkliwej porażki, zachowało 6. pozycję w tabeli, ale przed beniaminkiem trudne zadanie odbudowania się po tym bolesnym doświadczeniu.

W sobotnie popołudnie o godzinie 13:00 rozegrano emocjonujące spotkanie 2 ligi Tyskiej Ligi Szóstek, w którym CKS Znicz Żwaków podejmował FC Karolinę. Obie ekipy przystępowały do meczu w poszukiwaniu przełamania — tydzień wcześniej doznały dotkliwych porażek, dlatego stawką pojedynku były nie tylko punkty, ale także odbudowa morale i oddalenie się od strefy spadkowej.

Spotkanie rozpoczęło się od mocnego uderzenia gości, którzy już w 5 minucie objęli prowadzenie po trafieniu Pawła Maciejewskiego. Radość Karoliny nie trwała jednak długo — dwie minuty później gospodarze odpowiedzieli wyrównującym golem Szymona Sarniaka. W dalszej fazie pierwszej połowy trwała zacięta walka o środek boiska, a sytuacje bramkowe pojawiały się po obu stronach. W 16 minucie Znicz dopiął swego — po składnej akcji Mateusz Czypionka dał swojej drużynie prowadzenie 2:1. Mimo kilku okazji z obu stron wynik nie uległ już zmianie do przerwy.

Po wznowieniu gry FC Karolina ruszyła z impetem i szybko doprowadziła do remisu. Ponownie na listę strzelców wpisał się Paweł Maciejewski, zdobywając swojego drugiego gola w meczu. W kolejnych minutach inicjatywę przejęli gospodarze, którzy po golach Szymona Sarniaka i Kacpra Kasztury wyszli na prowadzenie 4:2, wydając się mieć mecz pod kontrolą.

Goście jednak nie zamierzali się poddać. Determinacja Karoliny przyniosła efekty — najpierw trzecią bramkę w meczu zdobył niezawodny Paweł Maciejewski, a w 43 minucie wyrównał Tobiasz Fuczek, doprowadzając do stanu 4:4.

Końcówka spotkania była niezwykle emocjonująca — obie drużyny miały swoje okazje, by przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę, lecz ostatecznie pojedynek zakończył się sprawiedliwym podziałem punktów.

Najlepszym zawodnikiem meczu został wybrany Szymon Sarniak, który po raz kolejny potwierdził swoją świetną formę, będąc kluczową postacią Znicza. Po tym remisie gospodarze zajmują 6 miejsce z dorobkiem 7 punktów, natomiast FC Karolina, mimo cennej zdobyczy, spadła na 9 pozycję w tabeli.

W sobotę o godzinie 14:00 rozegrano ciekawie zapowiadające się spotkanie 3 ligi Tyskiej Ligi Szóstek, w którym WKS Orzeł Tychy podejmował Tyskie Perełki. Obie drużyny przystępowały do meczu z chęcią przełamania – gospodarze po znakomitym początku sezonu, kiedy zdobyli 7 punktów w trzech kolejkach, złapali wyraźną zadyszkę i zanotowali dwie porażki z rzędu, natomiast Perełki również miały swoje problemy, przystępując do spotkania z zaledwie trzema punktami na koncie.

Początek meczu był wyrównany i spokojny – przez pierwsze 10 minut żadna z drużyn nie potrafiła znaleźć sposobu na defensywę rywala. Dopiero w 13. minucie gospodarze przełamali impas – po składnej akcji Bartosz Kudela wykorzystał podanie Wojciecha Króla i dał WKS prowadzenie 1:0. Goście jednak nie pozostali dłużni – w 18. minucie Dariusz Olszewski doprowadził do wyrównania, ustalając wynik pierwszej połowy na 1:1.

Druga część meczu zaczęła się od mocnego uderzenia Perełek – już w 27 minucie na listę strzelców ponownie wpisał się Sebastian Śladkowski, wyprowadzając gości na prowadzenie. Gospodarze błyskawicznie odpowiedzieli i w ciągu dwóch minut odwrócili losy meczu – w 29 minucie po podaniu Mateusza Dziubanego wyrównał Kamil Kita, a chwilę później ten sam zawodnik dał WKS prowadzenie 3:2.

Tempo meczu nie zwalniało, a emocje sięgały zenitu. W 31 minucie znów wyrównał Sebastian Śladkowski, zdobywając swojego drugiego gola, a zaledwie trzy minuty później po raz kolejny błysnął Dariusz Olszewski, ustalając wynik na 4:3 dla Perełek. W ostatnim kwadransie gospodarze ruszyli do ataku, jednak mimo kilku dobrych okazji nie zdołali już doprowadzić do wyrównania.

Ostatecznie Tyskie Perełki odniosły niezwykle cenne zwycięstwo 4:3, dzięki któremu wydostały się ze strefy spadkowej i awansowały na 8 miejsce w tabeli z dorobkiem 6 punktów. WKS Orzeł Tychy z kolei notuje trzecią porażkę z rzędu, pozostając na 6 pozycji z 7 punktami na koncie.

Najlepszym zawodnikiem meczu został wybrany Dariusz Olszewski, który zdobył dwa gole i był prawdziwym motorem napędowym zwycięskiej drużyny.

W sobotnie popołudnie o godzinie 15:00 rozegrano kolejne spotkanie 3. ligi Tyskiej Ligi Szóstek, w którym FC Specjalni podejmowali FC Polish Tigers. Gospodarze przystępowali do meczu jako wyraźni faworyci — prezentują w tym sezonie bardzo dobrą formę i liczą się w walce o czołowe lokaty. Ich rywale z kolei wciąż poszukują właściwego rytmu i pierwszych punktów w rozgrywkach, zamykając ligową tabelę.

Spotkanie zgodnie z przewidywaniami rozpoczęło się od mocnego uderzenia gospodarzy. Już w 2 minucie po podaniu Igora Hankiewicza prowadzenie FC Specjalnym dał Maksymilian Szkucik. Choć wydawało się, że mecz potoczy się zgodnie z planem faworyta, goście nie zamierzali oddać pola bez walki i odgryzali się groźnymi kontratakami.

Końcówka pierwszej połowy przyniosła więcej emocji — w 23 minucie Dawid Malinowski podwyższył prowadzenie Specjalnych po kolejnej asyście świetnie dysponowanego Igora Hankiewicza. Gdy wydawało się, że gospodarze spokojnie zejdą na przerwę z dwubramkowym prowadzeniem, goście tuż przed gwizdkiem zdobyli gola kontaktowego po trafieniu Mateusza Mola, dzięki czemu utrzymali się w grze.

Druga połowa zaczęła się od niespodzianki. W 30 minucie FC Polish Tigers doprowadzili do wyrównania po golu Piotra Namyślaka, czym wprowadzili sporo nerwowości w szeregi gospodarzy. Specjalni rzucili się do ataku, jednak długo nie potrafili znaleźć sposobu na dobrze zorganizowaną defensywę rywali. Dopiero w samej końcówce meczu sprawy w swoje ręce wziął bohater spotkania — w 46 minucie Maksymilian Szkucik zdobył kluczowego gola na 3:2, a chwilę później, wykorzystując moment dekoncentracji rywali, ustalił wynik meczu na 4:2.

Ostatecznie FC Specjalni, choć musieli się mocno napracować, sięgnęli po cenne trzy punkty, które pozwalają im utrzymać kontakt z czołówką. Zespół zajmuje obecnie 3 miejsce w tabeli, mając tylko dwa punkty straty do lidera. FC Polish Tigers, mimo ambitnej postawy, wciąż pozostają bez punktów, zamykając tabelę 3 ligi.

Najlepszym zawodnikiem meczu został wybrany Maksymilian Szkucik, autor trzech bramek w tym dwóch z końcówki spotkania, które przesądziły o zwycięstwie gospodarzy.

O 16:00 na boisko wybiegli trzecioligowcy — Tyscy Koneserzy i Orange G. Spotkanie zapowiadało się bardzo interesująco, bo obie ekipy dzielił w tabeli zaledwie punkt, a zwycięzca mógł realnie włączyć się do walki o awans. Minimalnym faworytem wydawali się gospodarze, którzy złapali świetną formę, wygrywając trzy ostatnie mecze z rzędu, a ich lider, Jakub Burczyński, imponował skutecznością i kolekcjonował kolejne statuetki gracza meczu.

Od pierwszych minut widać było, że Koneserzy zamierzają kontynuować dobrą passę. W 8 minucie objęli prowadzenie po trafieniu niezawodnego Burczyńskiego. Zespół Orange G nie pozostał jednak dłużny — w 16 minucie wyrównał Dawid Biesiadecki, a trzy minuty później Adam Wytrykus wyprowadził gości na prowadzenie. Gospodarze odpowiedzieli jeszcze przed przerwą — ponownie trafił Burczyński, dając remis 2:2 po pierwszej połowie.

Po zmianie stron mecz rozkręcił się na dobre. W 28 minucie Bartłomiej Kotas ponownie wyprowadził Orange G na prowadzenie, ale zaledwie minutę później Marcel Winiarski wyrównał po świetnym podaniu Burczyńskiego. To trafienie dodało gospodarzom wiatru w żagle — przejęli inicjatywę i w ciągu dziewięciu minut zadali trzy ciosy, wychodząc na prowadzenie 6:3. Dwa razy do siatki trafił Burczyński, a raz ponownie Winiarski.

Goście nie zamierzali odpuszczać — w 42 minucie kontaktową bramkę zdobył Maksymilian Łoziński, lecz nadzieje Orange G zgasił trzy minuty później nie kto inny, jak Burczyński, kompletując piąte trafienie w meczu. W końcówce Natan Wroński zmniejszył rozmiary porażki, ale ostatecznie Tyscy Koneserzy wygrali 7:5, notując czwarte zwycięstwo z rzędu.

Zespół gospodarzy awansował tym samym na 4 miejsce z dorobkiem 12 punktów, natomiast Orange G plasują się tuż za nimi z 8 oczkami. Graczem meczu został bezdyskusyjnie Jakub Burczyński, który miał udział przy wszystkich golach swojego zespołu (5 bramek i 2 asysty), zdobywając tym samym czwartą statuetkę z rzędu.

O 17:00 na murawie zameldowali się trzecioligowcy — AKS Myfki oraz niepokonany dotąd lider tabeli, Czarny Bazyl. Zespół gości przyjechał w roli faworyta, choć nadal musiał radzić sobie bez kontuzjowanego lidera, Oliwiera Śledzia. Mecz jednak od początku pokazał, że łatwej przeprawy nie będzie — gospodarze wyszli na boisko z ogromną determinacją i już po kwadransie prowadzili 2:0 po trafieniach Patryka Kozieła i Patryka Haśnika.

Lider próbował odpowiedzieć, ale długo nie potrafił znaleźć sposobu na dobrze zorganizowaną obronę Myfek. Dopiero w 20 minucie Bartosz Nowak dał nadzieję gościom, zmniejszając straty na 2:1. Do przerwy wynik nie uległ już zmianie i gospodarze mogli schodzić do szatni z prowadzeniem oraz wiarą, że są w stanie sprawić niespodziankę.

Po zmianie stron obraz gry się nie zmienił — AKS Myfki kontynuował konsekwentną, twardą grę, szukając swoich szans w kontratakach. W 33 minucie jeden z nich zakończył się skutecznym uderzeniem Macieja Habińskiego, który podwyższył na 3:1. W ostatnim kwadransie Czarny Bazyl ruszył do zmasowanych ataków, jednak szczelna defensywa gospodarzy, dowodzona przez znakomicie dysponowanego Eryka Tylkowskiego, nie pozwoliła liderowi na nic więcej.

Ostatecznie AKS Myfki sensacyjnie pokonały lidera 3:1, odnosząc niezwykle cenne zwycięstwo. Czarny Bazyl, mimo pierwszej porażki w sezonie, utrzymał pozycję lidera, choć teraz ich przewaga nad FC Zmieszanymi stopniała do zera — oba zespoły mają tyle samo punktów. Myfki natomiast dzięki trzem punktom oddalają się od strefy spadkowej i z dorobkiem 7 punktów zajmują 7 pozycję w tabeli.

Graczem meczu wybrany został Eryk Tylkowski, który popisał się dwiema asystami i bardzo solidną grą w defensywie, mając ogromny wpływ na triumf swojego zespołu.

W sobotni wieczór o 18:00 na boisko wybiegli drugoligowcy, a kibice mogli liczyć na prawdziwy hit kolejki. Naprzeciw siebie stanęły dwie czołowe drużyny tabeli — wicelider Tyskie Browary oraz niepokonany do tej pory lider rozgrywek, Tyscy Wirtuozi. Zapowiadało się doskonałe widowisko i rzeczywiście — emocji nie zabrakło od pierwszych minut.

Spotkanie lepiej rozpoczęli goście, którzy już w 5 minucie wyszli na prowadzenie po trafieniu Kamila Warzechy. Gospodarze odpowiedzieli po kwadransie — w 13 minucie po zagraniu Mariusza Dobrosia wyrównał Damian Łusewicz. Tempo gry było wysokie, obie ekipy dążyły do przechylenia szali na swoją stronę, jednak w pierwszej połowie mimo przewagi w strzałach po stronie lidera wynik nie uległ już zmianie i na przerwę drużyny schodziły przy remisie 1:1.

Po zmianie stron Tyscy Wirtuozi wzięli sprawy w swoje ręce. W ciągu ośmiu minut drugiej połowy lider zadał dwa szybkie ciosy — ponownie trafił Kamil Warzecha, a następnie na listę strzelców wpisał się Oliwier Kieloch, dając swojej drużynie prowadzenie 3:1. Gdy wydawało się, że mecz jest pod kontrolą gości, gospodarze niespodziewanie złapali kontakt — w 38 minucie po świetnie rozegranym rzucie rożnym głową trafił Michał Seweryn.

Końcówka spotkania przyniosła prawdziwe emocje. Tyskie Browary coraz odważniej atakowały, a sytuacja lidera skomplikowała się, gdy jeden z jego zawodników obejrzał żółtą kartkę, co oznaczało grę w osłabieniu przez dwie minuty. Doświadczeni gospodarze natychmiast to wykorzystali — w 48 minucie ponownie Damian Łusewicz doprowadził do remisu 3:3. Radość miejscowych trwała jednak zaledwie chwilę. Tuż po wznowieniu Tyscy Wirtuozi przeprowadzili błyskawiczną akcję, którą na gola zamienił Cyprian Nalderowicz, a w ostatnich sekundach gry błąd w defensywie gospodarzy wykorzystał Tomasz Paś, ustalając wynik na 5:3 dla lidera.

Tym samym Tyscy Wirtuozi utrzymali miano niepokonanych i powiększyli przewagę nad resztą stawki do sześciu punktów, wykonując ogromny krok w stronę awansu do 1. ligi. Tyskie Browary pozostają jednak w grze o promocję, a rywalizacja o drugie miejsce zapowiada się pasjonująco — aż cztery zespoły mają obecnie po 12 punktów.

Graczem meczu został Kamil Warzecha, autor dwóch bramek i lider ofensywy gości, który po raz kolejny poprowadził Wirtuozów do zwycięstwa.

W sobotni wieczór o 19:00 na boisko wybiegli pierwszoligowcy, a kibice mogli liczyć na emocjonujące starcie. Amsterdam Duet Team podejmował Dusicieli w meczu, który zapowiadał się niezwykle ciekawie. Gospodarze, mimo porażki sprzed tygodnia z Centrum Team – swojej pierwszej w sezonie – wciąż pozostają jednym z głównych kandydatów do mistrzostwa. Rywale z kolei, choć nieco chimeryczni w swoich występach, wielokrotnie udowadniali, że potrafią sprawić niespodziankę nawet faworytom.

Spotkanie rozpoczęło się zgodnie z przewidywaniami — Amsterdam od pierwszych minut narzucił swój styl gry i wykorzystywał błędy przeciwnika. W 6 minucie wynik otworzył Szymon Urban, a tuż przed przerwą, w 21 minucie, prowadzenie podwyższył Dawid Błaszczyk, który wykorzystał nieporozumienie w defensywie gości. Do przerwy faworyt prowadził 2:0.

Po zmianie stron gospodarze nie zwolnili tempa — już w 29 minucie Damian Hyba dołożył trzecie trafienie, praktycznie zamykając kwestię zwycięstwa. Amsterdam kontrolował przebieg gry, jednak sytuację na boisku odmieniła nieco czerwona kartka Damiana Sitka w 34 minucie, która zmusiła gospodarzy do gry w osłabieniu przez pięć minut. Dusiciele natychmiast ruszyli do ataku i w 37 minucie Łukasz Bojarski zdobył gola kontaktowego, przywracając nadzieję swojemu zespołowi.

Goście złapali wiatr w żagle i przez kolejne minuty nie schodzili z połowy przeciwnika, tworząc kilka bardzo groźnych sytuacji. W bramce Amsterdamu kapitalnie spisywał się jednak Bartłomiej Bratek, który kilkoma interwencjami uratował zespół przed stratą kolejnych goli. Gdy wydawało się, że Dusiciele mogą wrócić do gry, gospodarze przeprowadzili błyskawiczną kontrę, którą w 40 minucie zakończył Dawid Błaszczyk, ustalając wynik na 4:1. W końcówce tempo nieco spadło, ale w ostatnich sekundach Piotr Szlendak dołożył jeszcze jedno trafienie, ustalając rezultat spotkania na 5:1.

Amsterdam Duet Team po swoim zwycięstwie wykorzystał potknięcie The Rats i wskoczył na pozycję wicelidera tabeli, tracąc zaledwie punkt do prowadzącego Centrum Team. Dusiciele z kolei spadli na 8 miejsce, mając na koncie pięć punktów.

Graczem meczu został wybrany Dawid Błaszczyk — autor dwóch bramek i filar drużyny, który oprócz skuteczności w ofensywie imponował również zaangażowaniem w grze defensywnej.

NIEDZIELA

Na otwarcie niedzielnych zmagań o godzinie 13:00 kibice mogli obejrzeć prawdziwy rollercoaster emocji. W meczu 2 ligi Zjednoczone Emiraty Oświęcimskie podejmowały Unknown Team. Zdecydowanym faworytem byli goście, którzy chcąc pozostać w grze o czołowe lokaty, musieli sięgnąć po komplet punktów. Gospodarze jednak od pierwszych minut pokazali, że nie zamierzają łatwo oddać pola.

Spotkanie rozpoczęło się w iście sensacyjnym stylu — już w 3 minucie wynik otworzył Adrian Zamarlik, a chwilę później, w 4 minucie, prowadzenie podwyższył Patryk Zamarlik. Szok w szeregach Unknown był wyraźny — faworyt wyglądał na kompletnie zaskoczonego agresywną i odważną grą gospodarzy. Dopiero po kilkunastu minutach goście zaczęli łapać rytm, przejmując inicjatywę i regularnie zagrażając bramce rywali. Mimo licznych okazji, Borys Zlohoda, bramkarz gospodarzy, był niczym mur nie do sforsowania, popisując się serią kapitalnych interwencji.

Tuż przed przerwą sytuacja gości stała się jeszcze trudniejsza — po szybkim kontrataku gospodarzy Adrian Zamarlik zdobył swojego drugiego gola, a Zjednoczone Emiraty schodziły na przerwę z sensacyjnym prowadzeniem 3:0.

Po zmianie stron Unknown Team ruszył do zdecydowanego ataku. Ich determinacja przyniosła efekty — w ciągu 12 minut zespół zdołał doprowadzić do wyrównania 3:3, co tylko rozgrzało tempo gry. Od tego momentu mecz przerodził się w prawdziwą wymianę ciosów. W 46 minucie goście mogli objąć prowadzenie, lecz nie wykorzystali stuprocentowej sytuacji, a chwilę później przyszła błyskawiczna kara — Emiraty znów wyszły na prowadzenie 4:3 po szybkiej akcji zakończonej celnym uderzeniem.

Radość gospodarzy nie trwała jednak długo — już po kilku sekundach Wojciech Walicki doprowadził do remisu 4:4, a końcówka spotkania zamieniła się w festiwal emocji i twardej walki o każdy centymetr boiska. Gdy wydawało się, że mecz zakończy się podziałem punktów, w 49 minucie decydujący cios zadał Łukasz Mrówka, zapewniając Unknown Team komplet punktów i spektakularny powrót od stanu 0:3.

Ostatecznie Unknown Team zwyciężył 5:4, dopisując niezwykle cenne zwycięstwo i utrzymując się w grze o awans — zaledwie trzy punkty za liderem. Gospodarze z kolei, mimo kapitalnego początku, muszą przełknąć gorycz porażki, pozostając z 7 punktami na 7 miejscu.

Graczem meczu został Tomasz Copija — autor gola i dwóch asyst, który miał ogromny wpływ na odwrócenie losów spotkania i poprowadził Unknown Team do jednej z najbardziej efektownych wygranych w tym sezonie.

Na otwarcie popołudniowych spotkań 1 ligi, o godzinie 14:00 na boisko wybiegły ekipy Borowa Team i Hiacynt Tychy. Obie drużyny przystępowały do meczu z wyraźną potrzebą przełamania — gospodarze wciąż czekali na pierwsze punkty w sezonie, natomiast mistrzowie z poprzedniej edycji po dwóch porażkach w sezonie musieli zacząć wygrywać, by nie tracić dystansu w walce o mistrzostwo.

Spotkanie rozpoczęło się bardzo obiecująco dla Borowej. Już w 5 minucie po składnej akcji na prowadzenie wyprowadził ich Dominik Rdzanek. Hiacynt szybko jednak odpowiedział — w 10 minucie Grzegorz Migdał doprowadził do wyrównania. W końcówce pierwszej połowy mecz nabrał rumieńców: najpierw w 22 minucie Kuba Kacprowski dał prowadzenie gościom, ale tuż przed przerwą kapitalnym uderzeniem z krzyżaka popisał się Kacper Słanek, ustalając wynik do przerwy na 2:2.

Druga część meczu miała jednak zupełnie inny przebieg. Hiacynt wrócił na boisko odmieniony, zdominował rywali i konsekwentnie budował przewagę. Gospodarze nie byli w stanie utrzymać intensywności z pierwszej połowy, a błędy w obronie zostały bezlitośnie wykorzystane. Goście zdobyli aż siedem bramek, tracąc tylko jedną, i ostatecznie zwyciężyli 9:3.

Najjaśniejszą postacią spotkania był bez wątpienia Grzegorz Migdał, autor pięciu goli i jednej asysty, który poprowadził Hiacynt do przekonującego triumfu. Dzięki wygranej Hiacynt Tychy zajmuje  piąte miejsce z dorobkiem 12 punktów i pozostaje w grze o czołowe lokaty. Borowa Team wciąż pozostaje bez punktów, zamykając ligową tabelę.

W najciekawszym meczu 6. kolejki 3 ligi Tyskiej Ligi Szóstek FC Zmieszani podejmowali FC Skalna. Pierwsza połowa była dynamiczna, jednak obfitowała w zaledwie jedno trafienie —  w 15 minucie Dawid Dwórznik dał prowadzenie gospodarzom.

Po zmianie stron spotkanie nabrało tempa. Goście, zmuszeni do odrabiania strat, ruszyli odważniej, co pozwoliło Zmieszanym w 36 minucie podwyższyć prowadzenie po golu Adriana Walkowskiego. Skalna nie zamierzała się poddać i cztery minuty później Patryk Wójcik dał swoim kibicom nadzieję, zmniejszając stratę do jednej bramki. W 42 minucie Adrian Walkowski ponownie wyprowadził gospodarzy na dwubramkowe prowadzenie, a w 48 minucie Piotr Ziemiak przypieczętował zwycięstwo Zmieszanych, zdobywając czwartego gola. Goście zdobyli jeszcze honorowe trafienie w ostatnich sekundach, kiedy Nikodem Charów wpisał się na listę strzelców, ustalając wynik na 4:2.

Dzięki wygranej FC Zmieszani wykorzystali potknięcie Czarnego Bazyla i zrównałi się z nim punktami na czele tabeli, choć mają gorszy bilans w bezpośrednim starciu. FC Skalna spadła na 9. miejsce z 4 punktami na koncie. Graczem meczu wybrano Adriana Walkowskiego, autora dwóch bramek i kluczowego motoru napędowego gospodarzy.

W jednym z kluczowych meczów 2 ligi Tyskiej Ligi Szóstek o 16:30 Tankownia podejmowała Las Palmass. Spotkanie spadkowiczów miało ogromną stawkę — zwycięstwo gospodarzy mogło dać im przewagę 6 punktów nad rywalem, praktycznie eliminując go z walki o awans, jednocześnie znacznie zwiększając własne szanse.

Pierwsze minuty meczu były spokojne, obie drużyny unikały prostych błędów. Po kwadransie lekką inicjatywę mieli gospodarze, jednak w kolejnych minutach to goście zaczęli kontrolować grę, a w szeregach Tankowni pojawiło się kilka prostych pomyłek. Las Palmass stworzyło trzy świetne sytuacje, lecz znakomicie w bramce spisywał się Adam Borowski. Bezradny był dopiero tuż przed przerwą, kiedy po kapitalnej akcji Sebastian Wieczorek dał prowadzenie gościom, ustalając wynik pierwszej połowy na 1:0.

Po zmianie stron Las Palmass poszło za ciosem. Dwoma szybkimi atakami, wykończonymi przez Piotra Batora i Dominika Dąbrowskiego, prowadzenie wzrosło do 3:0 w 31 minucie. Tankownia nie poddała się i w 35 minucie kontaktowego gola zdobył Michał Piotrowski. W kolejnych minutach goście, słynący z solidnej defensywy, skutecznie kontrolowali przebieg gry, dowożąc dwubramkowe prowadzenie do końca spotkania.

Ostatecznie Las Palmass zwyciężyło 3:1, wracając do gry o awans z 12 punktami, na równi z Tyskimi Browarami, Tankownią i Unknown Team. Walka o drugie miejsce w tabeli zapowiada się niezwykle emocjonująco. Graczem meczu wybrano Adama Borowskiego, bramkarza Tankowni, który mimo porażki wielokrotnie ratował swoją drużynę, prezentując znakomitą formę między słupkami.

W jednym z najważniejszych spotkań 1 ligi Tyskiej Ligi Szóstek o 17:30 zmierzyły się KS Olimpia Tychy i Luz Blues Team. Stawka meczu była ogromna – obie drużyny dzieliły w tabeli zaledwie 3 punkty, a zwycięzca mógł zrobić duży krok w kierunku utrzymania się w lidze.

Mecz lepiej rozpoczęli gospodarze, którzy już w 8 minucie objęli prowadzenie po golu Przemysława Jasińskiego. Goście odpowiedzieli dopiero w samej końcówce pierwszej połowy trafieniem Kacpra Wróbla, dzięki czemu pierwsza część gry zakończyła się remisem 1:1 po wyrównanym i pełnym walki widowisku.

Po przerwie tempo spotkania nie spadło. W 36 minucie gospodarze wyszli na prowadzenie po golu Roberta Niezgody. To trafienie pozwoliło Olimpii cofnąć się i kontrolować przebieg meczu, zmuszając Luz Blues do otwarcia gry. W kolejnych minutach gospodarze konsekwentnie punktowali rywali – w 42 minucie Niezgoda zdobył swoją drugą bramkę w meczu, a już dwie minuty później popisał się asystą przy golu Daniela Krasnokuckiego, ustalając wynik spotkania na 4:1 dla Olimpii.

Wygrana pozwoliła drużynie Aleksandra Furczyka awansować na 7. miejsce z 6 punktami, wyprzedzając Dusicieli i oddalając się od strefy spadkowej. Luz Blues Team pozostaje w trudnej sytuacji – 0 punktów wciąż oznacza konieczność zdobycia serii zwycięstw, by myśleć o utrzymaniu.

Graczem meczu został Robert Niezgoda, autor dwóch goli i jednej asysty, który był prawdziwym motorem napędowym zespołu gospodarzy.

W sobotę o 18:30 na boisku 1 ligi Tyskiej Ligi Szóstek odbyło się jedno z najciekawszych spotkań kolejki – The Rats zmierzyli się z FC Under Forest. Beniaminek zaskakuje wszystkich swoją postawą w lidze, pozostając niepokonanym, lecz tym razem czekało go niezwykle trudne zadanie. Zespół z Podlesia po słabym początku sezonu wyraźnie złapał rytm i wciąż liczy się w walce o mistrzostwo.

Początek meczu był wyrównany, z wzajemnym badaniem sił obu drużyn. Pierwszy gol padł dopiero w 15 minucie, gdy wynik otworzył dla gospodarzy Kuba Szachnitowski. Bramka ta podrażniła gości, którzy szybko odpowiedzieli, a tuż przed przerwą duet Jakub Nowak – Bartosz Chwila odwrócił wynik na 2:1. W 20 minucie wyrównał Nowak po podaniu Chwili, by 5 minut później Chwila wykorzystał asystę Nowaka, wyprowadzając FC Under Forest na prowadzenie.

Po zmianie stron goście kontynuowali świetną grę ofensywną – w 36 i 41 minucie kolejne gole Chwili pozwoliły zwiększyć przewagę do 4:1. Gospodarze nie poddali się i w 43 minucie Marcin Musiolik zdobył gola kontaktowego, lecz już dwie minuty później Konrad Karolewski przywrócił trzebramkowe prowadzenie FC Under Forest. W końcówce obie drużyny zdobyły po jednym golu, a spotkanie zakończyło się zasłużonym zwycięstwem gości 6:3.

Graczem meczu został Bartosz Chwila, autor trzech goli i dwóch asyst, który prowadził swój zespół do zwycięstwa. Wygrana pozwoliła FC Under Forest zrównać się punktami z The Rats i zajmować 3 miejsce, tracąc zaledwie 3 punkty do lidera. Ostatnie trzy kolejki zapowiadają się niezwykle pasjonująco w walce o mistrzostwo.

W meczu zamykającym 6 kolejkę 2 ligi spotkały się zespoły z dolnych rejonów tabeli – Parowóz Zagłady podejmował Lagę Bonito. Dla obu ekip była to szansa na ważne punkty, zwłaszcza że gospodarze wciąż pozostawali bez zdobyczy punktowej, a Laga po udanym początku sezonu wpadła w serię porażek, okupując strefę spadkową.

Pierwsza połowa była wyrównana i zakończyła się remisem 1:1. Goście jako pierwsi wyszli na prowadzenie w 6 minucie po golu Kamila Łankiewicza, lecz w 13 minucie gospodarze odpowiedzieli trafieniem Szymona Włodarskiego, wykorzystującego podanie Krzysztofa Kiliana.

Po przerwie tempo meczu wyraźnie wzrosło. W 33 minucie Laga Bonito ponownie wyszła na prowadzenie po golu Krzysztofa Kiliana, ale rywale błyskawicznie odpowiedzieli trafieniem Grzegorza Rogacza. W 40 minucie goście znów objęli prowadzenie po golu Pawła Lechowicza, które minutę później ponownie stracili po golu  Bartosza Sobańskiego. Ostatnie minuty to prawdziwa wymiana ciosów – obie ekipy szukały rozstrzygnięcia. Decydujący cios zadali goście, a Dawid Wanot w 47 i 50 minucie 2 trafieniami zapewnił Ladze Bonito wygraną 5:3.

Dzięki zwycięstwu Laga Bonito wskoczyła na 8 miejsce z 6 punktami, podczas gdy Parowóz Zagłady pozostaje na ostatniej pozycji bez zdobyczy punktowej. Graczem meczu został Dawid Wanot – motor napędowy zespołu i autor dwóch kluczowych goli, które przesądziły o losach spotkania.

Musimy także wyróżnić zawodników, którzy w ostatni weekend pokazali się ze świetnej strony:

  • Adam Borowski (Tankownia Tychy)
  • Tomasz Copija (Unknown Team)
  • Maksymilian Szkucik (Fc Specjalni)
  • Robert Niezgoda (KS Olimpia Tychy)
  • Grzegorz Migdał (Hiacynt Tychy)
  • Adrian Walkowski (Fc Zmieszani)
  • Eryk Tylkowski (AKS Myfki)
  • Bartosz Chwila (Fc Under Forest)
  • Jakub Burczyński (Tyscy Koneserzy)

Serdecznie gratulujemy doskonałych występów, a zawodników drużyny tygodnia, którzy zapisali się na wydarzenie Decathlon Go zapraszamy do odebrania Voucherów do Decathlonu o wartości 50 zł podczas najbliższej kolejki.

Jednocześnie, zgodnie z zapowiedziami, co tydzień losować będziemy 3 osoby zapisane na wydarzenie Decathlon Go, które również otrzymają voucher o wartości 50 zł do Decathlonu. W tym tygodniu zwycięzcami zostają:

  • Michał Hejna
  • Mateusz Pajor
  • Andrzej Rukojć

Najlepsi typerzy każdego tygodnia będą ogłaszani zbiorczo w zakładce “Typer Tyskiej Ligi Szóstek” – na każdego z nich również czeka voucher o wartości 50 zł.

Zwycięzców zapraszamy do kontaktu z organizatorami po odbiór voucherów.