Relacja z 7 kolejki Tyskiej Ligi Szóstek 

SOBOTA

Na inaugurację 7. kolejki Tyskiej Ligi Szóstek w 2 lidze spotkały się ekipy Zjednoczonych Emiratów Oświęcimskich i Tyskich Browarów. Faworytem byli przyjezdni, którzy po porażce tydzień wcześniej chcieli wrócić na zwycięskie tory i pozostać w grze o awans. Gospodarze zapowiadali walkę, jednak początek meczu był dla nich prawdziwym koszmarem. Już w pierwszych sekundach, po błyskawicznej akcji, wynik otworzył Michał Seweryn. W 10 minucie na 2:0 podwyższył Rafał Nawrot i wydawało się, że Browary szybko ustawiają mecz pod siebie.

Oświęcimianie jednak nie zamierzali się poddać – w 15 minucie po trafieniu Patryka Zamarlika złapali kontakt, choć zaledwie minutę później odpowiedział skuteczny Rafał Sobota. Pierwsza połowa była pełna emocji i wymiany ciosów – gospodarze ponownie zbliżyli się do rywali na 3:2, lecz ci natychmiast odskoczyli, a w samej końcówce Janusz Małek ustalił wynik do przerwy na 5:2 dla gości.

Po zmianie stron Tyskie Browary nie pozostawiły już żadnych złudzeń. Zdominowali grę, prezentując skuteczność i organizację na poziomie godnym drużyny walczącej o awans. Kolejne gole tylko potwierdzały ich przewagę, a spotkanie zakończyło się wysokim zwycięstwem 11:3.

Najlepszym zawodnikiem meczu został bezsprzecznie Damian Łusewicz – autor aż pięciu bramek i trzech asyst, który był prawdziwym liderem i motorem napędowym swojej drużyny. Dzięki tej wygranej Tyskie Browary dopisują bardzo ważne punkty i ponownie wracają na właściwe tory w walce o czołowe miejsca tabeli.

O 13:00 rozpoczął się pojedynek pierwszoligowy pomiędzy Luz Blues Team a The Rats. Faworytem meczu byli goście, ale już pierwsze minuty pokazały, że gospodarze nie zamierzali oddać punktów bez walki. Luz Blues od początku narzuciło wysokie tempo, grając odważnie i z determinacją. Kilkukrotnie blisko zdobycia gola byli napastnicy gospodarzy, lecz w bramce beniaminka fantastycznie spisywał się Damian Pieczka, który swoimi interwencjami długo utrzymywał The Rats w grze.

Kiedy wydawało się, że to Luz Blues obejmie prowadzenie, goście zadali pierwszy cios. W 10 minucie nieporozumienie w obronie gospodarzy wykorzystał Patryk Kobyłko, który strzałem głową pokonał bramkarza rywali. Odpowiedź przyszła błyskawicznie — kilkanaście sekund później Adam Błaszczyk doprowadził do wyrównania po znakomitym podaniu Mateusza Muzalewskiego. Radość gospodarzy nie trwała jednak długo, bo już wkrótce kolejny błąd defensywy bezlitośnie wykorzystał Mateusz Banaś, ponownie wyprowadzając The Rats na prowadzenie 2:1. W dalszej części pierwszej połowy obie drużyny miały swoje okazje, ale na posterunku stali bramkarze i do przerwy wynik nie uległ zmianie.

Druga połowa rozpoczęła się od prawdziwego nokautu ze strony beniaminka. W 28 i 29 minucie The Rats zdobyli dwa szybkie gole — ponownie Banaś oraz Kobyłko — i tym samym znacznie przybliżyli się do zwycięstwa. Luz Blues próbowało jeszcze wrócić do gry, a po trafieniu Kacpra Wróbla w 35. minucie na 4:2 pojawiła się iskierka nadziei. Niestety, w końcówce to goście całkowicie przejęli inicjatywę. The Rats grali z rozmachem, wykorzystując każdy błąd rywala, i w ostatnim kwadransie dołożyli aż sześć kolejnych trafień, pieczętując bardzo efektowne zwycięstwo 10:2.

Najlepszym zawodnikiem meczu został Mateusz Banaś — autor hat-tricka i asysty, który był nie do zatrzymania dla obrony gospodarzy. Luz Blues po tej porażce znajdują się w bardzo trudnym położeniu i ich szanse na utrzymanie są już jedynie teoretyczne. The Rats natomiast potwierdzają świetną formę i pozostają w ścisłej czołówce, wciąż licząc się w walce o mistrzostwo 1 ligi.

O 14:00 na murawie zameldowali się drugoligowcy — FC Karolina oraz Parowóz Zagłady. Dla obu ekip był to mecz o ogromnym ciężarze gatunkowym: gospodarze mieli szansę opuścić strefę spadkową, natomiast dla Parowozu był to właściwie ostatni dzwonek, by włączyć się jeszcze do walki o utrzymanie.

Od pierwszych minut widać było, że Karolina wyszła na boisko z ogromną determinacją. Gospodarze narzucili swój rytm gry, grali szybko, z pomysłem i pełną kontrolą nad wydarzeniami. Ich przewaga rosła z każdą minutą, co potwierdzał wynik — po 20 minutach gry było już 4:0 po hat-tricku Kacpra Paradowskiego i trafieniu Mikołaja Staronia. Dopiero tuż przed przerwą goście zdołali odpowiedzieć, a gola na 4:1 zdobył Igor Sobczak, dając Parowozowi cień nadziei przed drugą połową.

Po zmianie stron obraz gry zmienił się diametralnie. Parowóz Zagłady wyszedł z zupełnie innym nastawieniem — agresywnie, z wysokim pressingiem i wiarą w odwrócenie losów meczu. W 26 minucie dopisało im szczęście, gdy po niefortunnej interwencji jednego z obrońców Karoliny padł gol samobójczy, a dziewięć minut później Jakub Małek pewnie wykorzystał rzut karny, doprowadzając do wyniku 4:3. Goście złapali wiatr w żagle i mieli nawet doskonałą okazję, by wyrównać, lecz zmarnowane sytuacje zemściły się błyskawicznie.

W 43 minucie po raz kolejny błysnął Kacper Paradowski, który zdobył swojego czwartego gola w meczu, przywracając spokój w szeregach Karoliny. Chwilę później Mikołaj Staroń ustalił wynik na 6:3, przypieczętowując bardzo cenne zwycięstwo gospodarzy. Parowóz mógł jeszcze zmniejszyć rozmiary porażki w końcówce, jednak Jakub Małek nie wykorzystał rzutu karnego przegrywając pojedynek z bramkarzem.

Ostatecznie FC Karolina wygrywa 6:3 i po tym meczu wydostaje się ze strefy spadkowej, znacząco poprawiając swoją sytuację w tabeli. Dla Parowozu Zagłady porażka ta praktycznie oznacza koniec marzeń o utrzymaniu.

Graczem meczu bezapelacyjnie został Kacper Paradowski — autor czterech bramek, które okazały się kluczowe dla losów spotkania.

O 15:00 na boisko wybiegły zespoły Unknown Team i Las Palmass, które w bezpośrednim starciu miały rozstrzygnąć, kto zbliży się do czołówki tabeli 2 ligi. Obie drużyny miały przed tym meczem identyczny dorobek punktowy i realne szanse na włączenie się do walki o awans, co tylko podgrzewało atmosferę tego spotkania.

Pierwsza połowa przyniosła bardzo wyrównane, a zarazem otwarte widowisko. Zarówno gospodarze, jak i goście stworzyli sobie kilka dogodnych sytuacji, jednak na posterunku byli bramkarze obu ekip, którzy ratowali swoje drużyny przed stratą gola. Gdy wydawało się, że na przerwę zespoły zejdą przy bezbramkowym remisie, w 20 minucie świetnym podaniem popisał się Michał Antolak, a Łukasz Mrówka precyzyjnym strzałem dał Unknown prowadzenie 1:0.

Po zmianie stron tempo gry nieco spadło. Gospodarze, mając korzystny wynik, skupili się głównie na kontrolowaniu meczu i zabezpieczeniu defensywy, natomiast Las Palmass — osłabieni brakami kadrowymi — mieli wyraźne problemy z kreowaniem akcji ofensywnych. W 39 minucie gospodarze postawili kropkę nad „i”. Po raz kolejny kapitalną asystą popisał się Michał Antolak, a Tomasz Copija skutecznie wykończył akcję, ustalając wynik spotkania na 2:0.

Unknown Team dzięki tej wygranej przeskoczył rywali w tabeli i zrobił duży krok w stronę miejsc premiowanych awansem. Las Palmass z kolei musi szukać punktów w kolejnych meczach, jeśli chce utrzymać kontakt z czołówką.

Graczem meczu został Michał Antolak — autor dwóch kluczowych asyst i główny architekt zwycięstwa gospodarzy.

O 16:00 na boisko wybiegli pierwszoligowcy, a w hicie kolejki lider rozgrywek – Centrum Team – podejmował Dusicieli. Już pierwsze minuty pokazały, że nie będzie to dla gospodarzy łatwy mecz, a im dłużej trwało spotkanie, tym ich kłopoty tylko się potęgowały. W 10 minucie goście objęli prowadzenie po kapitalnym uderzeniu Arkadiusza Wolaka, który strzałem z dystansu zerwał pajęczynę z bramki Miłosza Skrzypca.

Podrażnione Centrum ruszyło do ataku, jednak mimo przewagi brakowało skuteczności pod bramką rywali. Tego problemu nie mieli natomiast Dusiciele – w 17 minucie Adam Trzcionka podwyższył na 2:0, a siedem minut później Jakub Bronkowski popisał się fantastycznym trafieniem bezpośrednio z rzutu rożnego, ustalając wynik do przerwy na 3:0.

Po zmianie stron gospodarze ruszyli z impetem do odrabiania strat i potrzebowali zaledwie czterech minut, by doprowadzić do wyrównania. Bohaterem tego fragmentu meczu był Konrad Jakubczyk, który skompletował hat tricka w niecałe cztery minuty, dając swojej drużynie nadzieję na odwrócenie losów spotkania. Radość Centrum nie trwała jednak długo – w 30 minucie ponownie błysnął Jakub Bronkowski, który po raz drugi w meczu zdobył gola bezpośrednio z rzutu rożnego, przywracając prowadzenie Dusicielom.

Centrum nie zamierzało się poddawać, a Konrad Jakubczyk kontynuował swoje show, doprowadzając w 37 minucie do remisu 4:4. W końcówce jednak więcej sił i determinacji zachowali goście – w 46 minucie prowadzenie dał im Michał Staniucha, a chwilę później dwukrotnie trafił Adam Trzcionka, kompletując hat tricka i ustalając wynik meczu na 7:4 dla Dusicieli.

Najlepszym zawodnikiem meczu został mimo porażki Konrad Jakubczyk, który był wyróżniającą się postacią na boisku i niemal w pojedynkę poderwał swój zespół do walki. Porażka Centrum sprawia, że w czubie tabeli robi się coraz ciaśniej, natomiast Dusicielom zwycięstwo pozwala złapać oddech i oddalić się od strefy barażowej.

O 17:00 rozpoczął się hit 3 ligi, w którym lider tabeli – Czarny Bazyl – podejmował wicelidera FC Specjalnych. Obie ekipy dzieliły zaledwie dwa punkty, więc stawką meczu było nie tylko zwycięstwo, ale również fotel lidera. Spotkanie od pierwszego gwizdka toczyło się w świetnym tempie – oba zespoły postawiły na ofensywny futbol, pełen dynamiki i szybkich akcji.

Na pierwszego gola kibice musieli jednak czekać aż do 19 minuty, kiedy to FC Specjalni objęli prowadzenie po trafieniu Kacpra Grzesicy. Tuż przed przerwą goście podwyższyli wynik po skutecznej akcji Igora Hankiewicza, ale Czarny Bazyl zdołał złapać kontakt – w ostatnich sekundach pierwszej połowy Marek Mazur wykorzystał błąd rywali i strzałem z bliska dał swojej drużynie nadzieję na drugą część spotkania.

Po zmianie stron emocje jeszcze wzrosły. W 30 minucie gospodarze doprowadzili do remisu po golu Bartka Nowaka, jednak radość nie trwała długo – Specjalni odpowiedzieli błyskawicznie, trafiając dwa razy w ciągu kilkunastu sekund. Najpierw do siatki trafił Jakub Nowakowski, a chwilę później podwyższył Maksymilian Szkucik.

Lider nie zamierzał się poddawać. W 34 minucie ponownie na listę strzelców wpisał się Marek Mazur, a w 40 Kamil Radwański doprowadził do wyrównania na 4:4. Ostatnie minuty były znakomitą reklamą ligi – obie drużyny atakowały z pasją, a tempo gry nie spadało ani na moment. Decydujący cios zadali jednak goście – w 47 minucie ponownie błysnął Maksymilian Szkucik, zdobywając gola na 5:4.

Gdy wydawało się, że mecz jest rozstrzygnięty, w ostatniej akcji spotkania emocje sięgnęły zenitu. Po faulu w polu karnym Radosław Matysiak obejrzał czerwoną kartkę, a Czarny Bazyl stanął przed szansą na uratowanie punktu z rzutu karnego. Wojnę nerwów wygrał jednak bramkarz FC Specjalnych – Gaspar Klimas, który kapitalnie obronił strzał z jedenastu metrów, zapewniając swojej drużynie niezwykle cenne zwycięstwo 5:4.

Dzięki wygranej FC Specjalni przeskoczyli w tabeli Czarny Bazyl, awansując na drugie miejsce i tracąc już tylko dwa punkty do liderujących FC Zmieszanych. Czarny Bazyl natomiast spada na trzecią pozycję.

Najlepszym zawodnikiem meczu został Gaspar Klimas – bramkarz FC Specjalnych, którego interwencja w samej końcówce okazała się kluczowa dla losów tego szalonego meczu.

O 18:00 na murawę wybiegli trzecioligowcy – Tyskie Perełki i FC Skalna. Obie ekipy przed meczem zajmowały miejsca w dolnej części tabeli, a ich forma w ostatnich tygodniach była mocno nierówna, co zapowiadało wyrównane i nieprzewidywalne spotkanie.

Mecz znakomicie rozpoczął się dla gospodarzy, którzy już po kwadransie prowadzili 2:0. Najpierw wynik otworzył Dariusz Olszewski, a chwilę później na listę strzelców wpisał się Adam Dzierkacz. FC Skalna przebudziła się dopiero w końcówce pierwszej połowy, kiedy w 23 minucie kontaktowego gola zdobył Filip Kołodziej. Perełki jednak szybko odpowiedziały – tuż przed przerwą kapitalnym strzałem z ostrego kąta popisał się Sebastian Śladkowski, trafiając piłką od dwóch słupków i ustalając wynik do przerwy na 3:1.

Po zmianie stron gospodarze nie zamierzali zwalniać tempa. Już dwie minuty po wznowieniu gry ponownie trafił Śladkowski, podwyższając prowadzenie na 4:1 i znacząco uspokajając sytuację na boisku. W dalszej części meczu Perełki kontrolowały wydarzenia, utrzymując rywali z dala od swojej bramki. Goście jednak nie odpuszczali – w końcówce spotkania Kamil Falkowski zdobył gola na 4:2, dając jeszcze cień nadziei FC Skalnej. Ostateczny cios należał jednak do gospodarzy – w końcówce wynik ustalił Dariusz Olszewski, kompletując tym samym świetny występ z dorobkiem dwóch goli i asysty.

Tyskie Perełki wygrały 5:2, dzięki czemu awansowały na szóste miejsce w tabeli z dorobkiem dziewięciu punktów. FC Skalna z czterema punktami pozostaje na przedostatniej pozycji.

Najlepszym zawodnikiem meczu został Dariusz Olszewski – autor dwóch trafień i jednej asysty, który miał kluczowy wpływ na wysoką wygraną swojego zespołu.

O 19:00 w meczu zamykającym sobotnie granie na boisko wybiegli trzecioligowcy – Orange G i FC Zmieszani. Spotkanie miało ogromne znaczenie zwłaszcza dla gości, którzy po porażce Czarnego Bazyla wiedzieli, że zwycięstwo pozwoli im objąć fotel lidera tabeli. Zadanie jednak od początku nie należało do łatwych, bo gospodarze postawili bardzo twarde warunki.

Pierwsze minuty były wyrównane, a faworyzowani Zmieszani długo nie potrafili znaleźć sposobu na dobrze zorganizowaną defensywę Orange G. Dopiero w 14 minucie udało im się przełamać opór rywali – wynik otworzył Dominik Bam. Gospodarze odpowiedzieli szybko, bo już cztery minuty później wyrównali po trafieniu Maksymiliana Oszka. W końcówce pierwszej połowy inicjatywę jednak przejęli goście, którzy w krótkim odstępie czasu zdobyli dwa gole – najpierw trafił Kacper Wrona, a chwilę później Maciej Ostolski, dzięki czemu FC Zmieszani schodzili na przerwę z prowadzeniem 3:1.

Po zmianie stron gospodarze nie zamierzali się poddawać. Już w 32 minucie kontaktowego gola zdobył Maksymilian Łoziński, przywracając emocje w meczu. W kolejnych minutach tempo gry nie spadało, a sytuacje mnożyły się pod obiema bramkami. W 45 minucie ambitnie walczący Orange G dopięli swego – ponownie na listę strzelców wpisał się Maksymilian Oszek, doprowadzając do wyrównania 3:3.

Gdy wydawało się, że mecz zakończy się sprawiedliwym remisem, Zmieszani w końcówce pokazali charakter drużyny z czołówki tabeli. Na trzy minuty przed końcem decydującego gola zdobył Michał Janik, zapewniając swojej ekipie cenne zwycięstwo 4:3.

Dzięki wygranej FC Zmieszani awansowali na fotel lidera z przewagą dwóch punktów nad FC Specjalnymi. Orange G z ośmioma punktami pozostają na siódmym miejscu w tabeli.

NIEDZIELA

W pierwszym meczu niedzielnych zmagań 7. kolejki miało dojść do starcia pomiędzy AKS Myfki a FC Polish Tigers. Niestety, spotkanie nie doszło do skutku – goście z powodu poważnych problemów kadrowych nie byli w stanie skompletować składu i zmuszeni byli oddać mecz walkowerem.

Zgodnie z regulaminem rozgrywek, AKS Myfki dopisują sobie do tabeli trzy punkty, a wynik meczu zostaje zweryfikowany jako 5:0 na ich korzyść. Z kolei drużyna FC Polish Tigers, oprócz utraty punktów z tego spotkania, zostaje dodatkowo ukarana odjęciem jednego punktu w tabeli.

Dla AKS Myfki to cenny zastrzyk punktowy w kontekście walki o utrzymanie, natomiast Tigers stawiają się w trudnej sytuacji przed kolejnymi meczami rundy.

O 14:00 w ramach 7 kolejki 1 ligi zmierzyły się ze sobą ekipy o zupełnie odmiennych celach. KS Olimpia Tychy podejmowała FC Under Forest. Dla gospodarzy, walczących o utrzymanie, każdy punkt był na wagę złota, natomiast goście – po słabym początku sezonu – wrócili na właściwe tory i wciąż liczą się w walce o mistrzostwo.

Niestety, spotkanie okazało się bardzo jednostronne. Olimpia, osłabiona brakiem swoich liderów – Roberta Niezgody i Przemysława Jasińskiego, nie była w stanie nawiązać równorzędnej walki. Pierwsze dziesięć minut wyglądało jeszcze obiecująco, lecz z każdą kolejną minutą inicjatywę przejmowali gracze z Podlesia. Do przerwy prowadzili już 4:1, a jedyne trafienie dla gospodarzy zdobył Michał Szczepaniak, który tuż przed gwizdkiem dał swojej drużynie cień nadziei.

Po zmianie stron nastąpiła jednak totalna dominacja gości. FC Under Forest urządził sobie prawdziwy festiwal strzelecki, dokładając aż 12 bramek i kończąc mecz spektakularnym zwycięstwem 16:1.

Dzięki wygranej podlesianie utrzymują ścisły kontakt z czołówką, tracąc zaledwie dwa punkty do lidera. Z kolei Olimpia pozostaje na 8. miejscu z dorobkiem sześciu punktów i coraz trudniejszym zadaniem w walce o ligowy byt.

Najlepszym zawodnikiem meczu został Jakub Nowak, który popisał się imponującym występem – zdobył 5 goli i zaliczył 4 asysty, będąc prawdziwym motorem napędowym swojej drużyny.

W niedzielne popołudnie o 15:30 w ramach 3 ligi doszło do starcia pomiędzy WKS Orzeł Tychy a Tyskimi Koneserami. Spotkanie zapowiadało się na wyrównane i rzeczywiście takie było – kibice zobaczyli emocjonujące widowisko pełne zwrotów akcji i bramek.

Pierwsza połowa upłynęła pod znakiem wymiany ciosów. Gospodarze dwukrotnie obejmowali prowadzenie, lecz za każdym razem Koneserzy błyskawicznie odpowiadali trafieniami, doprowadzając do wyrównania. Do przerwy na tablicy widniał remis 2:2, co tylko zapowiadało jeszcze większe emocje po zmianie stron.

Po przerwie obraz gry nie uległ zmianie – oba zespoły wciąż stawiały na ofensywę i szybkie ataki. Tym razem to Koneserzy byli stroną, która dwa razy wychodziła na prowadzenie po bramkach Wojciecha Widery i Jakuba Burczyńskiego, jednak WKS Orzeł nie zamierzał odpuszczać. Gole Szymona Targiela i Janusza Sternala zapewniły gospodarzom cenny punkt i ostateczny remis 4:4.

Podział punktów sprawił, że seria zwycięstw Tyskich Koneserów dobiegła końca, lecz drużyna wciąż pozostaje w grze o awans do 2 ligi – traci jedynie 3 punkty do miejsca dającego bezpośredni awans i 2 do strefy barażowej. WKS Orzeł z kolei spada w tabeli na 8 pozycję z dorobkiem 8 punktów.

Najlepszym zawodnikiem spotkania został ponownie wyróżniający się w ofensywie Jakub Burczyński, który był jednym z motorów napędowych akcji Koneserów.

O 16:30 rozegrano spotkanie 2 ligi, w którym CKS Znicz Żwaków podejmował Lagę Bonito. Był to mecz o dużym ciężarze gatunkowym, ponieważ obie drużyny znajdowały się w dolnych rejonach tabeli i walczyły o oddalenie się od strefy spadkowej oraz barażowej.

Pierwsza połowa zdecydowanie należała do gości, którzy od pierwszych minut narzucili swoje tempo gry. Dwukrotnie na listę strzelców wpisał się Kamil Łankiewicz, a jedno trafienie dołożył Jakub Dobaj, dzięki czemu Laga Bonito schodziła na przerwę z komfortowym prowadzeniem 3:0.

Po zmianie stron mecz się otworzył, ale to wciąż goście byli bardziej konkretni pod bramką rywala. W 35 i 36 minucie zadali dwa szybkie ciosy – tym razem bramkami popisali się Grzegorz Rogacz i Dawid Wanot. W 38 minucie gospodarze w końcu zdobyli pierwszego gola w meczu za sprawą Szymona Sarniaka, lecz końcówka należała do ofensywy obu ekip – zarówno Znicz, jak i Laga trafiali jeszcze dwukrotnie, ustalając wynik na 7:3 dla gości.

Najlepszym zawodnikiem meczu został Dawid Wanot, który zaliczył hat tricka i dwie asysty, mając kluczowy wpływ na efektowną wygraną swojego zespołu. Dzięki temu zwycięstwu Laga Bonito przeskoczyła Znicz w tabeli, awansując na 6 miejsce z dorobkiem 9 punktów. Znicz z kolei spadł na 8 lokatę, znajdując się w strefie barażowej.

O 18:30 rozpoczęło się najbardziej wyczekiwane spotkanie 2 ligi, w którym lider rozgrywek — Tyscy Wirtuozi — podejmowali znajdującą się na trzecim miejscu w tabeli Tankownię Tychy, tracącą do nich przed meczem sześć punktów. Starcie zapowiadało się jako prawdziwy hit kolejki i nie zawiodło oczekiwań.

Początek meczu to prawdziwy nokaut w wykonaniu gości. Już po dwóch minutach gry Tankownia prowadziła 2:0 po bramkach Hyrlia Viacheslava i Michała Stefanka, czym kompletnie zaskoczyła gospodarzy. Dopiero po tym ciosie Wirtuozi zaczęli odzyskiwać rytm i częściej utrzymywać się przy piłce, jednak długo nie potrafili przełożyć tego na gole. Udało im się dopiero tuż przed przerwą, gdy kontaktową bramkę zdobył Aleksander Ławniczak. Do szatni zespoły schodziły więc przy wyniku 2:1 dla Tankowni.

Druga połowa rozpoczęła się bliźniaczo podobnie do pierwszej — znów błyskawiczny atak gości i już po minucie po zmianie stron na tablicy widniał wynik 3:1 po trafieniu Vitaliego Rybki. Wirtuozi, świadomi wagi spotkania, ruszyli do odrabiania strat, lecz zdołali tylko zmniejszyć różnicę po golu Tomasza Pasia. Pomimo ambitnej końcówki, Tankownia dowiozła prowadzenie do końca, zwyciężając 3:2 i zadając liderowi pierwszą porażkę w sezonie.

Tyscy Wirtuozi wciąż pozostają na fotelu lidera, lecz ich przewaga nad Tyskimi Browarami i Tankownią stopniała do trzech punktów. Najlepszym zawodnikiem meczu został wybrany Michał Stefanek, który oprócz gola imponował aktywnością i udziałem w kluczowych akcjach ofensywnych swojego zespołu.

W meczu kończącym 7 kolejkę Tyskiej Ligi Szóstek doszło do niezwykle ważnego starcia w 1 lidze — Hiacynt Tychy podejmował Amsterdam Duet Team. Dla gospodarzy była to ostatnia szansa, by włączyć się do walki o mistrzostwo, natomiast dla gości okazja, by po potknięciu Centrum Team objąć fotel lidera i odskoczyć na dwa punkty przewagi.

Spotkanie rozpoczęło się idealnie dla Hiacyntu. Już po dziesięciu minutach gry prowadzili 2:0 po trafieniach Piotra Stefanka i Marcina Bały, co zwiastowało emocjonujący pojedynek. Goście jednak nie zamierzali składać broni i w 13 minucie, po nieporozumieniu między bramkarzem a obrońcami gospodarzy, zdobyli gola kontaktowego. To trafienie całkowicie odmieniło przebieg meczu — Amsterdam przejął inicjatywę, grał coraz pewniej i w końcówce pierwszej połowy zdominował rywala, trafiając do siatki trzykrotnie. Najpierw na listę strzelców wpisał się Karol Błaszczak, a następnie dwa razy Tomasz Cedro, co dało gościom prowadzenie 4:2 do przerwy.

Po zmianie stron tempo meczu nie spadło. W 28 minucie Amsterdam podwyższył prowadzenie na 5:2 po golu Maksymiliana Małka, ale Hiacynt szybko odpowiedział drugim trafieniem Piotra Stefanka. Niestety dla gospodarzy, był to ostatni moment, w którym byli w stanie nawiązać równorzędną walkę. W dalszej części meczu popełniali coraz więcej prostych błędów w środku pola, co bezlitośnie wykorzystywali zawodnicy Amsterdamu, skutecznie wyprowadzając szybkie kontry. W ostatnim kwadransie zdobyli aż cztery kolejne gole, a Hiacynt zdołał odpowiedzieć tylko jednym. Ostatecznie mecz zakończył się wysokim zwycięstwem gości 9:4.

Najlepszym zawodnikiem meczu został wybrany Karol Błaszczak — autor dwóch bramek i asysty, który imponował aktywnością zarówno w ofensywie, jak i defensywie. Dzięki wygranej Amsterdam Duet Team wskoczył na fotel lidera 1 ligi, mając dwa punkty przewagi nad Centrum Team i trzy nad The Rats. Dla Hiacyntu porażka oznacza pozostanie na 5 miejscu, ale też definitywny koniec marzeń o obronie tytułu mistrzowskiego.

Musimy także wyróżnić zawodników, którzy w ostatni weekend pokazali się ze świetnej strony:

  • Gaspar Klimas (Fc Specjalni)
  • Dawid Wanot (Laga Bonito)
  • Michał Stefanek (Tankownia Tychy)
  • Kacper Słanek (Borowa Team)
  • Kacper Paradowski (Fc Karolina)
  • Dariusz Olszewski (Tyskie Perełki)
  • Karol Błaszczak (Amsterdam Duet Team)
  • Jakub Nowak (Fc Under Forest)
  • Jakub Burczyński (Tyscy Koneserzy)

Serdecznie gratulujemy doskonałych występów, a zawodników drużyny tygodnia, którzy zapisali się na wydarzenie Decathlon Go zapraszamy do odebrania Voucherów do Decathlonu o wartości 50 zł podczas najbliższej kolejki.

Jednocześnie, zgodnie z zapowiedziami, co tydzień losować będziemy 3 osoby zapisane na wydarzenie Decathlon Go, które również otrzymają voucher o wartości 50 zł do Decathlonu. W tym tygodniu zwycięzcami zostają:

  • Dawid Dwórznik
  • Grzegorz Parafiński
  • Igor Żmuda

Najlepsi typerzy każdego tygodnia będą ogłaszani zbiorczo w zakładce “Typer Tyskiej Ligi Szóstek” – na każdego z nich również czeka voucher o wartości 50 zł.

Zwycięzców zapraszamy do kontaktu z organizatorami po odbiór voucherów.